18 pażdziernik 2016 Rok Bożego Miłosierdzia –Ks Leopold Moczygęba z Płużnicy Wielkiej -patriarcha Polonii w Teksasie kuzyn Polskiego Papieża św Piusa X

18 października 2016  Rok Bożego Miłosierdzia 

Guercino - St Luke Displaying a Painting of the Virgin - WGA10948.jpgCo dalej? – Jacek Międlar TV

18 października 2016 w  Roku  Bożego Miłosierdzia obchodzimy 192 rocznicę  urodzin-Patriarchy  Polonii Amerykańskiej Leopolda Moczygęby w Płużnicy Wielkiej 

Wszyscy nasi rodacy, którzy w stanie łaski przelaliście krew za Ojczyznę i wiarę w walce z poganami i wrogami Krzyża,módlcie się za nami.
Wszyscy w chwale niebieskiej rodacy i rodaczki, którzy modłami, łzami, cierpieniem,pracą i ofiarą chcieliście Królestwo Boże wybłagać dla Naszej Ojczyzny Polski Katolickiej i świata całego,
módlcie się za nami

18 października 1824 w Płużnicy Wielkiej urodził się o. Leopold Moczygemba  syn Ewy Krawiec ,Patriarcha Polonii Amerykańskiej –kuzyn polskiego Papieża św Piusa X  czytaj

Płużnica Wielka .miejscowość poświadczona w dokumencie biskupa wrocławskiego Jana Romki z 13 X 1299 r.

czytaj

Będąc we Włoszech wstąpił do zakonu franciszkanów.- Biskup Galveston zaprosił go do  Teksasu .Moczygemba utrzymywał korespondencję z braćmi, którzy pozostali na Śląsku i zajmowali się rolnictwem. Bracia Leopolda – Antoni, August, Jan i Józef – zdecydowali się  razem z rodzinami udali się w nieznane, szukać lepszego jutra. Pierwszą grupę osadników stanowiło w sumie ponad 100 osób. Tak zaczęło się polskie osadnictwo w Teksasie.
W Wigilię Bożego Narodzenia, 24 grudnia 1854 , osadnicy dotarli do miejsca, w którym postanowili się osiedlić i nazwali je Panna Maria. -działał na rzecz społeczności polskich emigrantów: zakładał parafie i szkoły, a nawet polskie seminarium duchowe. Jego pracę doceniono: w 1875 roku został prezesem najstarszej polskiej organizacji emigracyjnej Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego. Zmarł 23 lutego 1891.

Ks Leopold Moczygęba (imiona zakonne Bonawentura Maria-Urodzony 18 pazdziernika 1824 r.w Płużnicy Wielkiej na Śląsku Opolskim w rodzinie chłopskiej, syn Leopolda i Ewy z Krawców ( siostry Jana Sarto ojca św Piusa X ).W  Italii przebywał ok. sześciu lat (1843—1848).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 czerwca 1835 urodził się jego Kuzyn św Pius X 

W Osimo wstąpił 17 listopada 1843do Zakonu Franciszkanów. Święcenia kapłańskie otrzymał 25 lipca 1847.Zamierzał powrócić na Górny Śląsk i w czasie audiencji udzielonej mu wówczas przez Piusa IX poinformował papieża o tym, że na Górnym Śląsku żyje ponad milion Polaków.W czasie swoich podróży odwiedzał rodzinną Płużnicę, był w rodzinnych stronach (Płużnica, Wiśnicze) przed swoim pierwszym wyjazdem do Ameryki.Oddelegowany do bawarskiej Prowincji Franciszkanów, przebywał od listopada 1849 do czerwca 1852 w klasztorze w Oggersheim (dziś Ludwigshaven nad Renem) i kontynuował studia w Würzburgu. W związku z ożywionym ruchem emigracyjnym z południowych Niemiec do Ameryki został wysłany przez swoich przełożonych do pracy wśród kolonistów niemieckich w Teksasie, dokąd przybył ok. połowy 1852 r.Bardzo szybko podjął myśl sprowadzenia tam osadników polskich z Górnego Śląska i już w kwietniu i czerwcu 1853 za pieniądze bawarczyków poczęto zakupywać teren dla projektowanej kolonii Cracow, która ostatecznie nie powstała. W 1854 r. o. Leopold Moczygemba namówił czterech swoich braci (Józefa, Antoniego, Augustyna i Jana) oraz większą grupę krewnych i mieszkańców Płużnicy oraz okolicznych wiosek do wyjazdu za Ocean. Opuścili oni Górny Śląsk ok. 20 wrzesnia 1854, udając się przez Berlin – Lipsk -Bremę do Galveston w Zatoce Meksykańskiej, a stamtąd na zachód, w kierunku ujścia rzeki Cibolo do rzeki San Antonio, dokąd dotarli z końcem grudnia 1854..

8 grudnia, św. Niepokalanego Poczęcia N.M.Panny-. Dogmat ten został uroczyście ogłoszony przez papieża Piusa IX, 8 grudnia 1854 r, czyniąc zadość powszechnej chrześcijańskiej Tradycji, która od wieków czciła Tę, która według słów Ewangelii była „Łaski pełna”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Leopold Moczygemba założył tam 24 grudnia 1854 r wraz z liczącą ok. 900 osób grupą emigrantów z Górnego Śląska, pierwszą na kontynencie amerykańskim osadę polską, nazywając ją Panna Maria.Osada ta oraz powstałe później, w związku z dalszą emigracją z Górnego Śląska do Teksasu, osady w Karnes County i okolicy (np. Kościuszko, Pułaski, Częstochowa) istnieją do dnia dzisiejszego.Trudności, z jakimi spotkali się chłopi górnośląscy w nowym środowisku geograficznym (klimat, klęski żywiołowe, flora i fauna, inne grupy osadników, a także Indianie itp.) doprowadziły do konfliktów między kolonistami a inicjatorem ich emigracji, który opuścił pierwszą kolonię polską z uwagi na zlecone mu przez przełożonych zakonnych inne zadania., (nadzór nad całokształtem działalności Franciszkanów w Teksasie )na przełomie 1856/57 r. osadę Panna Maria. Trzykrotnie wyjeżdżał o. Leopold Moczygemba z Ameryki do Rzymu Pierwszy pobyt, krótkotrwały, miał miejsce w 1858 r.; w końcu lat sześćdziesiątych piastował o. Leopold Moczygemba funkcję penitencjariusza przy Bazylice św. Piotra w Watykanie;funkcję tę pełnił również w czasie trzeciego pobytu w Rzymie w końcu lat siedemdziesiątych. Dla użytku duchowieństwa katolickie­go w USA wydał zbiór liturgiczny Enchiridion Sacerdotum Curam Anima-rum Agentum (Roma 1870). o. Leopold Moczygemba znał szereg języków, prócz polskiego, niemieckiego, angielskiego i łaciny także francuski, włoski i hiszpański. Powracając do Ameryki w 1858 r. przybył tam jako pierwszy komisarz generalny Franciszkanów Konwentualnych w USA, działał w San Antonio (Texas), Louisville (Kentucky), Utica i Syracuse (New York), ponownie w Louisyille, wreszcie we wrześniu 1874 przyjął propozycję pracy w rozrastającej się gwałtownie kolonii polskiej w Chicago (Illinois). Zbliżył się wówczas do Zmartwychwstańców, zgromadzenia zakonnego nastawionego na pracę wśród emigracji polskiej. Przejście do tego zakonu nastąpiło na tle zaangażowania się o. Leopolda Moczygemby w pracy wśród Polaków, podczas gdy placówki franciszkańskie nastawione były na pracę wśród kolonistów niemieckich; jeszcze w 1869 r. o. Leopold Moczygemba uzyskał tzw. eksklaustrację (zezwolenie na prowadzenie działalności poza swoim zgromadzeniem zakonnym) na przeciąg dziesięciu lat.Do zakonu Zmartwychwstańców wstąpił formalnie 23 stycznia 1880 w czasie swego ostatniego pobytu w Rzymie; rozszedł się z tym zgromadzeniem po 7 latach w 1887 r.
10 wrzesnia 1880 Ojciec Leopold Moczygęba z Chicago pisał do Rzymu,,.obecnie jesteśmy zmuszeni bronić ludo polskiego od zarazy żydów i frankomasonów którzy pod płaszczem patriotyzmu chcieliby dostać moc kierowania ludu polskiego -.Organem tej bezczelnej kliki jest ,,Przyjaciel ludu ,, Po kolejnym powrocie do Ameryki założył w 1881 r. parafię polską w Eaton (Wisconsin) i Lemont (Illinois), pracował w Parisville i Detroit (Michigan) oraz przelotnie w różnych innych miejscowościach, np. Jeffersonyille (Indiana), Joliet i Braidwood (Illinois), Trenton (New York), odwiedzał także kolonie polskie w Teksasie.W miejscowościach, w których działał, o. Leopold Moczygemba budował nie tylko kościoły, lecz także szkoły, tworzył polskie organizacje świeckie i kościelne, m.in. organizację usiłującą zrzeszyć wszystkich księży Polaków w USA. W 1875 r. wybrany został na drugiego z kolei prezesa najstarszej i jedynej wówczas polskiej organizacji polonijnej Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego, piastując tę funkcję przez dwie kadencje. Był zaangażowany finansowo w powołanie do życia czasopiśmiennictwa polonijnego, przyczynił się do stworzenia polskiego seminarium duchownego w Orchard Lake (Michigan); w wyniku podjętej przez siebie kwesty zebrał na ten cel ok. 10 tysięcy dolarów.o. Leopold Moczygemba był człowiekiem zdolnym, śmiałym, rzutkim i przedsiębiorczym, skoro zdecydował się poruszyć swych ziomków w kraju do niepraktykowanego jeszcze w ich środowisku kroku, jakim była emigracja zamorska.W późniejszych latach, działając wśród przybywających coraz bardziej masowo polskich emigrantów, organizował ich życie religijne i społeczne, inspirując przedsięwzięcia budowlane w koloniach polskich (kościoły, szkoły, domy organizacji polonijnych).Mimo że jedynie dzieciństwo i wczesną młodość spędził na Górnym Śląsku, z tego część w środowisku domowym, część w gimnazjach niemieckich, posiadał głęboką polską świadomość narodową, utożsamiając śląskość z polskością o. Leopold Moczygemba w jednym z listów (1875) wyraził się m.in.: „Jako Ślązak mam więcej uczucia polskiego jak wysłowienia".Ksiądz Moczygemba, nazwany patriarchą Polonii amerykańskiej zmarł w 1891 roku i pochowany został na cmentarzu Mount Elliot w Detroit, Michigan. Po wielu latach, 13 października 1974 roku,szczątki księdza Moczygemby przeniesione zostały do Panny Marii i złożone pod tym samym dębem, gdzie 24 grudnia 1854 roku odprawił pierwszą mszę świętą dla emigrantów, przybyłych ze Śląska na ziemię amerykańską. Na pomniku wystawionym ku czci polskiego kapłana wyryto słowa:,,W 120 – lecie parafii Panna Maria, w 100 – lecie założenia Seminarium Duchownego w Orchard Lake, w 900 – lecie śmierci św. Stanisława – patrona Wielkiej Płużnicy”.


Panna Maria texas "Śląscy Teksańczycy wczoraj i dziś"

15 lutego 1903 r zmarł i rektor Seminarium Polskiego w Ameryce ks. Józef Dąbrowski współpracownik O Leopolda Moczygęby  

Całe swoje życie kapłańskie poświęcił Kościołowi i Polonii amerykańskiej.Był jednym z "rąbiących drwa i noszących wodę, układających cegły, sypiących piasek i cement, był murarzem kościoła, plebanii, szkoły, klasztoru i pierwszego budynku seminarium". Przez całe życie był energiczny, pomysłowy, niestrudzony, a przy tym skromny, pokorny, unikający pochwał i rozgłosu. Montujący pierwsze urządzenia elektryczne w klasztorze i seminarium, dobierający i sadzący drzewa i krzewy. Poszczący o chlebie i wodzie w piątki, pijący zawsze rano mleko i nie dbający o dobre jedzenie. Spożywający szybko posiłki, bo nigdy nie miał czasu, ale przybywających do Stanów księży goszczący ze staropolskim rozmachem. Połatana sutanna, obuwie zachodzone, cała zewnętrzność daleka od elegancji, ale jak opisał Tomasz Jeż "… z oczu jego i oblicza bił wyraz mówiący: Człowiekowi temu bezwarunkowo ufać można i należy, on bowiem i usługę zrobić i drogę wskazać potrafi". 

Ksiądza  Dąbrowskiego  (1842-1903),  kroniki felicjanek uznają za swojego Założyciela w Ameryce, 1 sierpnia 1869 roku, w wieku 27 lat .Józef Dąbrowski  w Rzymie poznał Ks Leopolda Moczygębę .

Życiu ks. Dąbrowskiego towarzyszyła dewiza: "Gdzie nie ma idei, tam ludzie cierpią". To musiała być wizja, chyba bardzo pokrewna z wolą Boga, bo ona inspirowała wszelkie kroki, jakie podejmował w życiu: uczeń gimnazjum, student, powstaniec, matematyk, przyrodnik, technik, teolog, ksiądz, imigrant, proboszcz, fundator sióstr, założyciel seminarium, drukarz polskich czasopism i praktycznych podręczników, misjonarz wśród Indian. Wymieniono tu tylko niektóre z podejmowanych dzieł, ale i tak wzbudzają one nasz szacunek. Był pracownikiem o niezłomnej woli i całkowitym oddaniu się Opatrzności Bożej. Stał się żebrakiem i chodząc od drzwi do drzwi uzbierał dość wdowich groszy, by zakupić dwa i pół akra ziemi przy zbiegu ulic St. Aubin i Forest. 
Ks. Józef Dąbrowski urodził się 27 stycznia 1842 r. …… Jako student brał udział w powstaniu styczniowym w 1863 r. —–Nazwisko Józefa Dąbrowskiego było nazbyt dobrze znane Rosjanom, by można było liczyć na dalszy bezpieczny pobyt w kraju. Przekroczył więc granicę i udał się do Drezna w Niemczech. Kilka lat spędził w Szwajcarii. W tym okresie w liście do matki pisze: "Fortuna zmienną jest, kochana Mamo, zatem ten, który kiedyś dowodził żołnierzami, teraz kuje na kowadle w kuźni! Dzięki Bogu, mam się dobrze i wkrótce zamierzam udać się do Rzymu". W tych latach kontynuował studia techniczno-matematyczne w Lucernie i Brnie. ...Po latach tułaczki przybył do Rzymu na studia teologiczne w Kolegium Polskim pod kierunkiem księży zmartwychwstańców.Święcenia kapłańskie otrzymał Józef w Bazylice św. Jana na Lateranie w 1869 r. Na prośbę o. Semenenki, nowo wyświęcony ks. Dąbrowski natychmiast zgłosił się do pracy w Ameryce. Udał się w tymże roku do Krakowa, by pożegnać swą matkę u Siostr Felicjanek na ulicy Smoleńsk .. i pod koniec 1869 r. przypłynął do Ameryki. W Polonii, w stanie Wisconsin, służył przez 13 lat polskim emigrantom. Wybudował nowy kościół, plebanię, szkołę i klasztor. Katechizował tubylczą ludność indiańską, nauczywszy się w ciągu 3 miesięcy ich języka. Uczył ich rolnictwa – uprawy ziemi i ogrodnictwa. Założył drukarnię i drukował podręczniki oraz książki religijne. Odegrał decydującą rolę w sprowadzeniu do Ameryki sióstr felicjanek, co było wydarzeniem o niezwykłej doniosłości. Wiemy, jak zbawienną rolę odegrała przez wiele dziesięcioleci ich praca na polu szkolnictwa polonijnego w Ameryce. Jak szybko wzrastały ich szeregi, jak zakładały nowe klasztory i prowincje. Pracowały ofiarnie w polskich parafiach, szkołach, sierocińcach. 
W 1883 r. ks. Dąbrowski rozpoczął realizację jednego z największych swych zamierzeń, założenia seminarium polskiego dla kształcenia kapłanów dla polskich imigrantów. O. Leopold Moczygemba, franciszkanin, mając od papieża Leona XIII upoważnienie do tworzenia seminarium, prosił ks. Dąbrowskiego, by ten zrealizował życzenie Ojca Świętego i założył seminarium dla Polaków. Po przybyciu do Detroit ks. Dąbrowski kupił więc ziemię w pewnej odległości od domu zakonnego sióstr felicjanek, pomiędzy ulicami St. Aubin, Forest i Garfield. Budowę rozpoczęto w 1884 r. Ks. Dąbrowski, jak zwyczajny robotnik, pracował na równi z budowniczymi. Kamień węgielny wmurowano 24 lipca 1885 r. Patronami obrano świętych słowiańskich – Cyryla i Metodego. W pierwszym roku swego istnienia progi tej instytucji przekroczyło 27 studentów, a ich liczba wzrastała z roku na rok.Początki tego wielkiego dzieła wiązały się z wieloma trudnościami. Ks. Dąbrowski uzyskał, przy życzliwej pomocy kard. Ledóchowskiego, specjalną aprobatę dla swojego projektu. Teraz wszystko zależało od skromnych środków finansowych ks. Dąbrowskiego. Poza brakiem funduszy, a częściowo z tego powodu, występowała rozpaczliwa potrzeba profesorów. Ks. Dąbrowski sam pełnił rolę profesora, dysponował przecież rozległą wiedzą. Jednak pragnieniem kapłana było, by poszczególne przedmioty wykładali specjaliści z danych dziedzin. Wybrał się w podróż do Europy w poszukiwaniu odpowiednich profesorów, skłonnych nauczać w seminarium i akademii sióstr felicjanek. Bardzo liczył na Rzym. Jego wizyta nie została uwieńczona wielkim sukcesem, lecz z każdym nowym rokiem szkolnym kompletnej kadry nauczycielskiej nigdy nie brakowało. Efektem starań ks. Dąbrowskiego było powodzenie wielu prac, lecz zawsze okupionych wielkim wysiłkiem i wyjątkowym poświęceniem. Istotnie, liczba studentów wzrosła do tego stopnia, iż zaczęto rozważać potrzebę rozbudowy seminarium.

 ks. Dąbrowski w Krakowie jakby przypadkiem odprawił swoją codzienną Mszę św. w kaplicy sióstr felicjanek.. „Gdy tylko Pan Bóg pozwoli mi urządzić moją parafię, zaproszę was do nauczania dzieci."
Pewnego dnia listonosz przyniósł do klasztoru na Smoleńsku list z zagranicznymi znaczkami, datowany 15 maja 1874 roku, w którym ks. Dąbrowski ponawiał swoje zaproszenie i przypominał obietnice przełożonych. Matka Magdalena Borowska,  przedstawiła go na kapitule dnia 15 sierpnia 1874 roku.Młode Zgromadzenie wyraziło swoją zgodę.Pozostawał wybór kandydatek.Stanęło ich pięć – w tej przedniej straży.Sukces pierwszej placówki misyjnej zależał od przełożonej – w zakonie matki Moniki, która została uformowana w szkole Matki Angeli. Obydwie były prawie w tym samym wieku.Eleonora z Konwerskich Sybilska, urodzona w roku 1824, -wydana za mąż, po stracie małżonka.poprosiła o łaskę przyjęcia do felicjanek.14 września 1861 roku mogły się odbyć jej obłóczyny …dzieliła z Matką przeżycia heroicznej epoki Zgromadzenia, przygodę misjonarską na kresach wschodnich, kasatę, rozproszenie. Matka Angela dodawała jej otuchy, modlitwą i swoim cierpieniem.Dziesięć lat później w liście datowanym 15 września 1884 roku pisała do niej słowa, które mają wartość świadectwa: Każdy początek jest trudny, zwłaszcza w Ameryce. Błogosławię Wam z całego serca i zanurzam Was w Sercach Jezusa i Maryji…Siostry felicjanki były pierwszymi zakonnicami wysłanymi na „misję" do Stanów Zjednoczonych.Ksiądz Dąbrowski stanął wobec olbrzymiego zadania, bez pomocy misjonarek, bez księży: aby iść w jego ślady, potrzeba było heroizmu najczystszej próby, a ci, do których się zwracał, nie byli do niego zdolni.Osadnicy polscy przyjęli go na kolanach plącząc z radości.- jest również prawdą, że wielu emigrantów torowało sobie drogę pięściami i za zasadę uważało prawo silniejszego. Ksiądz Dąbrowski stał na przeszkodzie w realizacji ich planów, zwalczając w swoich kazaniach pijaństwo, spekulację i gry hazardowe.W pobliżu kościoła parafialnego –  powstały dwie gospody. Na próżno młody proboszcz błagał właścicieli, aby je zamykali na czas niedzielnej Mszy Św.!Udawali głuchych i niejeden parafianin zmieniał kierunek: zamiast iść do kościoła, wstępował do knajpy.Wtedy ksiądz Dąbrowski za zgodą swojego biskupa zastosował mocny środek.Z pomocą swoich wiernych owieczek po prostu przeniósł drewniany kościół, kawałek po kawałku, w spokojniejsze miejsce, gdzie wreszcie w przybudówce mógł organizować lekcje katechizmu.Wyprowadzeni w pole oberżyści poprzysięgli mu zawziętą nienawiść, kilkakrotnie robili na niego zasadzki i czyhali na jego życie.Wszystkie listy ks. Dąbrowskiego z tego trudnego okresu mogłyby mieć za motto słowa: „Żal mi tego ludu, bo są jak owce bez pasterza…" Przez pięć pierwszych lat musiał walczyć sam. Daleka Ojczyzna, uginająca się pod ciężarem nieszczęść, wydała mu się nieczuła. „Trzeba ich ratować, dopóki nie jest za późno" – błagał.W historii Polski nigdy nie było tak masowych wędrówek.Nasz lud nie lubił się przenosić z jednej wioski do drugiej!  A teraz?Oto jest za morzem, w kraju, którego język i serce jest mu obce…Czy można się dziwić, że przybycie pierwszej grupy córek św. Feliksa napełniło serce tego kapłana prerii niewypowiedzianą radością?Aby je przyjąć, użył wszystkich swoich skromnych środków.W liście adresowanym do przełożonej generalnej drobiazgowo opisuje wszystkie miejsca
…….. pod koniec 1869 r. przypłynął do Ameryki. W Polonii, w stanie Wisconsin, służył przez 13 lat polskim emigrantom. Odegrał decydującą rolę w sprowadzeniu do Ameryki sióstr felicjanek, co było wydarzeniem o niezwykłej doniosłości. 23 stycznia 1903 r., studenci seminarium złożyli na ręce rektora ks. Dąbrowskiego tzw. petycję, w której w punktach wymienili braki w seminarium, żądając usunięcia wicerektora i spełnienia postulatów w ciągu trzech dni, grożąc opuszczeniem uczelni. To był sztylet wsadzony wprost w osłabione serce ks. Dąbrowskiego. Studenci zostali wydaleni z seminarium. Jedynie Bóg znał ból i przeżycia jakie były udziałem ks. Dąbrowskiego. Na początku lutego uległ on atakowi serca i rano 15 lutego 1903 r. zmarł. Śmierć zabrała jednego z dobrych pasterzy, więc i ceremonia pogrzebowa odpowiadała tej randze. Była to manifestacja tysięcy ludzi, dostrzegających wielkiego syna narodu polskiego, pracującego dla tego narodu na ziemi amerykańskiej. czytaj

Ksiądz Bronisław Markiewicz –zapomniany prorok  i Polski Papież Pius X 

pius-x 3

 Było to 3 maja 1863 r. Właśnie wtedy – wspomina ks. Markiewicz – zdawałem maturę gimnazjalną w Przemyślu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tegoż dnia kolega mój, Józef Dąbrowski, zdyszany i cały blady wpada do mej izby i ze wzruszeniem opowiada mi, że z całym gronem kolegów spotkał na ulicy jakiegoś niezwykłego młodzieńca wiejskiego lat 16. Był ubrany w białą siermięgę, przepasaną pasem, z różańcem w ręku, z obliczem rozpromienionym, z wielkim przejęciem i uniesieniem ducha opowiadał dziwne rzeczy, dotyczące Polski i świata. Mówił o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Polski, o księciu Żelaznym, o sławnych mężach naszego Narodu, o wszechświatowej wojnie, o zmartwychwstaniu Polski i wielkiej przyszłości naszej Ojczyzny.Tajemniczy młodzieniec opowiadał o jakimś polskim kapłanie, który z całym zaparciem się siebie i poświęceniem odda się duszpasterstwu wśród ludu i który uda się na południe do wielkiego męża Bożego, a wróciwszy po latach założy pod Karpatami zgromadzenie zakonne oddane wychowaniu opuszczonej i bezdomnej młodzieży, którego zakłady rozszerzą się na całą Polskę i na cały świat, wydadzą uczonych i świętych… Znamienne było to, że ten prosty na pozór młodzieniec przemawiał językiem człowieka wysoce uczonego.Gdy zaś Józef Dąbrowski zagadnął owego młodzieńca, jakie ma na to dowody i znaki, że się ziści to, co przepowiada, młodzieniec rzekł: – Dowody? Zaraz ci dam. – I wziąwszy Dąbrowskiego ze sobą, odkrył mu tajniki jego duszy, dodając, że jeśli się nie nawróci, marnie zginie… Pod wrażeniem tych proroczych słów Dąbrowski przystąpił niezwłocznie do Świętych Sakramentów, odprawił spowiedź z całego życia, a potem razem z ks. Markiewiczem wstąpił do seminarium duchownego w Przemyślu... Ks. Markiewicz od pierwszej chwili miał przekonanie, że tym dziwnym młodzieńcem był nie kto inny, tylko Anioł Boży, posłany narodowi polskiemu, zgnębionemu nową klęską i na duchu złamanemu, na pociechę i podniesienie serca…Ów młodzieniec zapowiedział między innymi posłannictwo polskiego księdza, który najpierw pojedzie na południe Europy, aby spotkać się z mężem Bożym i zaczerpnąć z jego charyzmatu, a potem wróci do Polski i podejmie działalność wychowawczą wśród biednej, opuszczonej młodzieży. Ta część przepowiedni zrobiła szczególne wrażenie na młodym Markiewiczu, który postanowił ideał księdza, zapowiedzianego przez młodzieńca, zrealizować we własnym życiu. W późniejszym czasie istotnie wyemigrował na południe, przebywał we Włoszech, gdzie zetknął się z św. Janem Bosko. Przeżył w jego wspólnocie kilka lat, dlatego miał czas na zapoznanie się z jego metodą wychowawczą i planami na przyszłość.Bartłomiej Groch, były wychowanek ks. Markiewicza, w swojej pracy "Ks. Bronisław Markiewicz, a sprawa odrodzenia Polski" nawiązuje do swoich dawnych wspomnień w sposób następujący:– O tym dziwnym pojawieniu się wiejskiego młodzieńca… rozmawiałem ostatni raz z ks. Markiewiczem w roku 1911, kiedy przyjechałem jako nauczyciel gimnazjalny do Miejsca Piastowego prosić go o pozwolenie przemawiania w jego sprawie na Kongresie Mariańskim w Przemyślu. Podczas rozmowy poruszyliśmy sprawy związane z opowiadaniem owego młodzieńca, a nawet Mickiewiczowe Widzenie ks. Piotra, które oceniał z politycznej strony bardzo poważnie. Wspominał także o koledze Dąbrowskim jako świadku rozmowy z tajemniczym młodzieńcem, bolejąc nad nim, że nie wytrwał w seminarium duchownym i że umarł tragicznie. Wówczas przyszła mi do głowy myśl, czy przypadkiem z Józefem Dąbrowskim i innymi kolegami także i ks. Markiewicz nie widział owego 16-letniego młodzieńca. Jednakowoż nie śmiałem go o to zapytać. Do takiego zaś przypuszczenia skłaniały mnie silna jego wiara w to widzenie, dokładna znajomość szczegółów opowiadania młodzieńca, wielka gorliwość, z jaką spełniał swój urząd wychowawczo-kapłański, a przede wszystkim żar patriotyczny, którym płonął podczas rozmowy o Polsce…Krytyczne opinie i wątpliwości na temat wizji Anioła Polski nie znalazłyby może nigdy zadowalającego wyjaśnienia, gdyby nie źródłowy dokument, o którym mówi ks. Jan Górecki, redaktor miesięcznika "Powściągliwość i Praca" w styczniowym numerze tego periodyku z 1933 r.: – Przez dłuższy czas byliśmy przekonani, że sami jedynie jesteśmy posiadaczami tego widzenia.. Niespodziewanie całkiem w sierpniu 1930 roku otrzymałem od jednej z Sióstr Niepokalanek z Jazłowca list, a w nim opis tego samego widzenia, pozostawiony przez drugiego świadka  – Józefa Dąbrowskiego. Obie wersje są prawie zupełnie ze sobą zgodne. Fakt ten stwierdza ponad wszelką wątpliwość prawdziwość tego widzenia, gdyż obie wersje istniały od kilkudziesięciu lat zupełnie od siebie niezależnie, przy czym według naszej wersji jednym ze świadków widzenia był Józef Dąbrowski, zaś według wersji z Jazłowca  jednym z świadków widzenia był niejaki młodzieniec Bronisław Markiewicz. W Jazłowcu zachował się opis pozostawiony przez Józefa Dąbrowskiego, a u nas przez ks. Bronisława Markiewicza…
Ksiądz Markiewicz konstruując utwór w finałowej odsłonie zamieścił pełny tekst przepowiedni, tak aby zabrzmiała potężnym akordem. Okoliczności i ekspresja wizji robią ogromne wrażenie. Uderza plastyczność i dramatyczne napięcie obrazu. Odbiorcy tej przepowiedni reagowali różnie. Nie było jednak obojętnych. Na początku sztuka ta oddziaływała na małą grupę ludzi. Czas i fakty historyczne robiły swoje. Z czasem prorocze słowa ks. Markiewicza nabrały barw i mocy.
 Książeczka "Bój bezkrwawy" została opublikowana drukiem po raz pierwszy w 1908 r. Autor, zwracając się wtedy do ordynariusza przemyskiego o kościelną aprobatę, pisał w uzasadnieniu: 
– Szczegóły zawarte w siódmej odsłonie wziąłem z widzenia, jakie się wydarzyło 3 maja w Przemyślu roku 1863 między 5 a 7 godziną rano, i które zdecydowało o moim powołaniu kapłańskim i o kierunku jego od początku aż dotąd.. To, co się ziściło, jest rękojmią, że i reszta się ziści…. nakład książeczki szybko został wyczerpany. Wznowiono go przed wybuchem I wojny światowej, w rok po śmierci ks. Markiewicza.
Poniżej prezentujemy fragment odsłony siódmej dramatu ks. Bronisława Markiewicza, w którym znajduje się papieskie proroctwo:Postać nadludzka (zjawia się od ołtarza jako młodzieniec 16-letni ubrany w płótniankę zgrabnie skrojoną, z modlitewnikiem i różańcem w ręku, z jego oczu wychodzą jakby iskry):– Pokój wam, słudzy i służebnice Pańscy! Ponieważ Pan najwyższy was więcej umiłował aniżeli inne narody, dopuścił na was ten ucisk, abyście oczyściwszy się z waszych grzechów stali się wzorem dla innych narodów i ludów, które niebawem odbiorą karę sroższą od waszej w zupełności grzechów swoich. Oto już stoją zbrojne miliony wojsk z bronią w ręku, straszliwie morderczą. Wojna będzie powszechna na całej kuli ziemskiej i tak krwawa, iż naród położony na południu Polski wyginie wśród niej zupełnie. Groza jej będzie tak wielka, że wielu ze strachu postrada rozum. Za nią przyjdą następstwa jej: głód, mór na bydło i dwie zarazy na ludzi, które więcej ludzi pochłoną aniżeli sama wojna. Ujrzycie zgliszcza, gruzy naokół i tysiące dzieci opuszczonych, wołających chleba. W końcu wojna stanie się religijna. Walczyć będą dwa przeciwne obozy: obóz ludzi wierzących w Boga i obóz niewierzących w Niego. Nastąpi wreszcie powszechne bankructwo i nędza, jakiej świat nigdy nie widział, do tego stopnia, że wojna sama ustanie z braku środków i sił. Zwycięzcy i zwyciężeni znajdą się w równej niedoli i wtedy niewierni uznają, że Bóg rządzi światem i nawrócą się, a pomiędzy nimi wielu Żydów. Wojnę powszechną poprzedzą wynalazki zdumiewające i straszliwe zbrodnie popełniane na całym świecie. Wy, Polacy, przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim, i tym sposobem wprowadzicie dotąd niewidziane braterstwo ludów. Bóg wyleje na was wielkie łaski i dary, wzbudzi między wami ludzi świętych i mądrych i wielkich mistrzów, którzy zajmą zaszczytne stanowiska na kuli ziemskiej. Języka waszego będą się uczyć w uczelniach na całym świecie. Cześć Maryi i Najświętszego Sakramentu zakwitnie w całym narodzie polskim. Szczególnie przez Polaków Austria podniesie się i stanie się federacją ludów. A potem na wzór Austrii ukształtują się inne państwa. Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu WIELKIEGO PAPIEŻA. Ufajcie przeto w Panu, bo dobry jest, miłosierny i nieskończenie sprawiedliwy…
Beatyfikacja ks. Bronisława Markiewicza,odbyła się 19 czerwca 2015 r  w Warszawi

Papież Jan Paweł II w Teksasie 13 września 1987,, Panna Maria,,

Zbójecki Sobór Watykański II

Na filmie 3,35 min O Leopold Moczygęba ,dzięki niemu dziś 167 tysięca Teksańczyków ma polskie korzenie ..ponad 100 księży pracuje z zjednoczeniu PAPA …..PANNA MARYJA zawsze pomagała ....7,26 minuta przekazanie podobizy ..

18 października  1943 – W nocy z 17 na 18 października miała miejsce jedna z największych egzekucji w historii Pawiaka. Około 600 nagich więźniów wyprowadzono grupami z więzienia i rozstrzelano z broni maszynowej na odcinku ulicy Pawiej 36-42 i Dzielnej 37-42.

18 października 2006 – Została powołana Kościelna Komisja Historyczna…..dla usunięcia Arcybiskupa Wielgusa

18 października 1933 – W Moringen koło Hanoweru utworzono pierwszy niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet.

18 października urodzili się

18 października 1523 – Anna Jagiellonkakrólowa Polski (zm. 1596)

18 października 1673 – Maria Teresa Sobieskakrólewna polska (zm. 1675)

18 października 1824Leopold Moczygemba, polski franciszkanin (zm. 1891)

18 października zmarli 

18 października 1775 – Paweł od Krzyża, włoski zakonnik, święty (ur. 1694)

18 października 1921 – Ludwik IIIkról Bawarii (ur. 1845)