2. Modlitwa więźnia

  • Początek Drogi
  • Dnia 22 maja 1941 roku przekroczyłem bramę KL Auschwitz. Stałem u progu nowego życia… „które było zbudowane na zaprzeczeniu wiary – wiary w Boga i wiary w człowieka – i na radykalnym podeptaniu już nie tylko miłości, ale wszelkich oznak człowieczeństwa, ludzkości” – miejsca, „które było zbudowane na nienawiści

    i na pogardzie człowieka w imię obłąkanej ideologii…, które było zbudowane na okrucieństwie”.                                                                                                                         Obóz koncentracyjny w Oświęcimiu – Konzentrationslager Auschwitz założony został w czerwcu 1940 roku. W początkowym okresie istnienia umieszczano w nim głównie Polaków.                                                                                                                                        We wrześniu 1941 roku w podziemiach bloku 11. przeprowadzono pierwszą próbę zabijania ludzi gazem (cyklonem B). W tym tzw. obozie macierzystym (Stammlager) uruchomiono pierwszą komorę gazową. Był to początek systematycznej zagłady ludzi w KL Auschwitz.                                                                                                           Jesienią 1941 roku na rozkaz szefa policji niemieckiej, Heinricha Himmlera, rozpoczęto budowę obozu Auschwitz II na terenie polskiej wsi Brzezinka (Birkenau), oddalonej od obozu macierzystego

    o około 3 km. Ostatecznie jego budowy nigdy nie ukończono.

    W chwili wyzwolenia powierzchnia obozu w Brzezince wynosiła około 175 ha, a znajdowało się w nim przeszło 250 baraków.                                                      

Od 1942 roku obóz ten stał się miejscem deportacji i eksterminacji ludzi ze wszystkich krajów okupowanych przez hitlerowców, głównie ludności żydowskiej. Na terenie obozu w Brzezince zlokalizowane były 4 największe urządzenia zagłady, tzw. krematoria, z komorami gazowymi. Dodatkowo przeprowadzano zabijanie gazem (cyklonem B) w dwóch specjalnie do tego celu przebudowanych budynkach” .                         

… Jezu, teraz, kiedy odtwarzam początki swojej obozowej drogi, chcę pamiętać, że Ty stałeś się Człowiekiem, aby być dla nas  Drogą, Prawdą i Życiem, i za to Ci dziękuję

 

  • Święta siostra Faustyna Kowalska, zapisując jedno ze swoich widzeń duchowych, tak pisze: „W pewnej chwili ujrzałam całe tłumy ludzi w naszej kaplicy i przed kaplicą, i na ulicy, bo się pomieścić nie mogli. Kaplica była uroczyście przybrana. Przy ołtarzu było mnóstwo duchownych, później nasze siostry i wiele innych zgromadzeń. Wszyscy oczekiwali osoby, która miała zająć miejsce w ołtarzu. Ale jak tylko wyszłam z mieszkania, czyli

    z korytarza, ażeby przejść przez dziedziniec i pójść do kaplicy

    za głosem, który mnie wzywał – a tu wszyscy ludzie zaczynają

    we mnie rzucać, czym kto może: błotem, kamieniami, piaskiem, miotłami, tak  że w pierwszej chwili zachwiałam się, czy iść dalej, a jednak ten głos wzywa mnie jeszcze silniej i pomimo wszystkiego zaczęłam iść odważnie. Kiedy weszłam w próg kaplicy, zaczęli uderzać we mnie i przełożeni, i siostry, i wychowanki, a nawet rodzice, czym kto mógł, tak  że, CZY CHCIAŁAM CZY NIE, PRĘDZIUTKO MUSIAŁAM WSTĘPOWAĆ W MIEJSCE PRZEZNACZONE NA OŁTARZU [podkreślenie moje – B.S.]. Jak tylko zajęłam miejsce przeznaczone, zaraz ten sam lud i wychowanki, i siostry, i przełożeni, i rodzice, wszyscy zaczęli wyciągać swe ręce i prosić o łaski, a ja nie miałam im tego za złe, że we mnie tak rzucali tymi rozmaitościami, i właśnie dziwnie czułam szczególniejszą miłość właśnie dla tych osób, które mnie przymusiły do szybszego wstąpienia w miejsce przeznaczone. W tej chwili duszę moją zalało szczęście niepojęte” .                                                    …za wszystko w moim życiu (zdarzenia, wypadki, ludzi), także za wojnę i obozy, za TO, co PRZYŚPIESZYŁO mój bieg do Ciebie, dziękuję Ci, Panie

  • 22 maja 1941 r. w transporcie razem ze 108 więźniami przekroczyłem bramę KL Auschwitz – Birkenau z napisem „Arbeit macht frei” (Praca czyni wolnym) – z naszym późniejszym dodatkiem: „przez komin”. Jak nas pouczyła władza obozowa w trakcie powitania: „Häftling, der länger lebt als 3 Monate, lebt Kosten anderer Häftlinge” (Więzień, który żyje dłużej niż 3 miesiące, żyje kosztem  pozostałych  więźniów).  Z tego wynikało, że zbrodniczy system obozów koncentracyjnych tak został skonstruowany, aby „Häftling” mógł żyć tylko do trzech miesięcy.

…za to, że mimo niemieckich założeń  przeżyłem oświęcimskie piekło, bo to Ty decydujesz o długości ludzkiego życia i Ty je czynisz krótkim lub długim, a nie najbardziej wymyślne i wyrafinowane umysły i ich teorie, i za to dziękuję Ci, Panie

  • Doktor Miklós Nyiszli, Żyd, wywieziony wraz z rodziną w drugiej połowie maja 1944 roku do KL Auschwitz, tak wspomina: „W toku rozmowy poznaję historię krematoriów. Budowały je dziesiątki tysięcy więźniów z kamienia i betonu. Miały być gotowe mimo surowej zimy. Każdy kamień został zbroczony krwią nieszczęsnych więźniów. O głodzie i chłodzie, ubrani w szmaty, karmieni pomyjami, przez dzień i noc budowali straszliwą fabrykę śmierci po to, aby ich ciała zamieniły się w popiół na zamontowanych przez nich rusztach. (…) Miliony ludzi wysiadały z pociągów na rampę i wchodziły przez bramy krematoriów” .                                                                                                  …za świat, w którym ludzie ludziom gotują straszny los, a mimo to jest on nadal Twoim światem, o który Ty się upomnisz, jak upominasz się o każdego pojedynczego człowieka i za to, dziękuję Ci, Panie 

     

  • Numer zamiast Człowieka
  • Zostałem wpisany do ewidencji obozu  w Auschwitz jako więzień numer 15683                                            

… od świata, w którym człowiek staje się numerem, a NIE jednostką, wybaw mnie, Panie, ale też.. pozwól pamiętać, że nawet

w tym numerze byłem ciągle Twój, bo  żyją we mnie słowa:

„I uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze (…)

I stworzył Bóg człowieka na obraz swój, na obraz Boży stworzył go, mężczyzną i niewiastą stworzył ich. I błogosławił im Bóg (…)” I drugi fragment: „Utworzył tedy Bóg człowieka z mułu ziemi i tchnął w oblicze jego dech żywota i stał się człowiek istotą żyjącą” (Rdz 1, 26-28; 2, 7).                                                                                      I jest coś niesamowicie pięknego w tym obrazie rąk Boga, które dotknęły ABSOLUTNIE KAŻDEGO człowieka, jest jakaś CZUŁOŚĆ, intymna bliskość i uwaga. Jest też jakieś pierwotne, fundamentalne i niezniszczalne przymierze pomiędzy Stwórcą

i człowiekiem, po wsze czasy UMIŁOWANIE. I za to, dziękuję Ci, Panie 

  • Filomena Franz wspomina; „Podczas mojego przybycia do Oświęcimia, 21-ego kwietnia, stoimy przy rampie… Nagle przerażający krzyk: „Wyrównać! Rozbierać się!” – krzyczano. Wszyscy rozbierali się powoli. Jest bardzo zimno. Dostaję  gęsiej skórki… Zdejmujące, ciekawe i fachowe spojrzenia napotykają moje ciało. Sukienka, którą jeszcze przed chwilą nosiłam, zamieniona została na grubą, pasiastą; buty w ciężkie, niewygodne drewniaki. W ciągu dwóch minut cywil zmienia się w więźnia obozu koncentracyjnego. Parami, równym krokiem udajemy się do murowanych baraków, do kobiecego obozu koncentracyjnego. Oczekiwało nas dwóch esesmanów z bykowcami. Dozorczyni chce popchnąć mnie na krzesło, lecz jeden woła: Ta nie, te włosy zostawić. – Ustaw się tu na boku – rozkazał. – Rozpuść włosy. Mam włosy, które sięgają mi aż do kolan. Dalej mówi:

    Ta wygląda jak księżniczka z dżungli… A ta niemiecka kobieta, która stała obok mnie, mówi: „Kobieto, masz dobrze, pójdziesz do burdelu, tam masz lepiej niż w obozie”. Wtedy otworzyły mi się oczy. Czuję się tak, jakbym była zmiażdżona kołem młyńskim, jakbym miała powoli umrzeć. Zamykam oczy, muszę się oprzeć o ścianę,

    by się nie przewrócić, myślę o moich krewnych, którzy tu umarli

    i byli zagazowani. Mój Boże, co mi czynisz. Tego przecież nie mogę, tego nie wytrzymam. Te męki. Potem zauważam, że wzmaga się moje krążenie krwi. Złość i rozpacz wzbierają we mnie. Rozdzieram moją suknię obozową i krzyczę zrozpaczona: „Nie, nie, do puffu nie idę, lepiej mnie już zastrzelcie. Rozstrzelajcie mnie natychmiast”. Wtedy dozorczyni popycha mnie na krzesło, ciągnie moją głowę

    do tyłu i brutalnie obcina mi włosy… Jestem numerem 10550”                                                                                                               Pomóż nam, Panie, wartościować nie według zewnętrznych kryteriów, lecz obchodzić się ze sobą nawzajem z najgłębszym szacunkiem dla Boskiej Tajemnicy każdego człowieka. I gdy sami pozostaniemy nadzy, kiedy nie będziemy już mieli nic, pod czym moglibyśmy się ukryć, daj nam wtedy głębiej pojąć człowieka, obdarz nas czystym sumieniem, byśmy mogli wówczas stanąć uczciwie, bez strachu o swoją godność. Podaruj nam wiarę, która za przykładem Jezusa, zakotwiczy całe nasze życie w Bogu .     

                                                                                                           

Modlitwa

  • Codziennie rano ( ja –  więzień KL Auschwitz, nr 15683) na Brzozowej Alei przed wyruszeniem komand do pracy zanosiłem do Maryi następującą modlitwę:                                                                                                                          

 

 

 

Pomnij o Najmiłościwsza Panno Maryjo, że od wieków nie słyszano,  aby ktokolwiek uciekając się do Ciebie, błagając o Twoją pomoc, żebrząc Twego wstawienia się, został przez Ciebie opuszczony.

Tą ufnością ożywiony, o Panno nad pannami, biegnąc, przychodzę do Ciebie,                                                                              przed Tobą płaczący grzesznik stawam.

Nie chciej, o Matko Słowa Wcielonego, gardzić prośbami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj.
Amen.                                                                                                                                                                    

…i za to, że zostały one wysłuchane, mimo całej mojej niegodności, dziękuję Ci, Panie… a także za to, że w miłości Maryi zawsze można odnaleźć Ciebie z całą pełnią darów

  • Trzy Śmierci… wiele Śmierci
  • 14 sierpnia 1941 roku został dobity zastrzykiem fenolu w bunkrze śmierci o. Maksymilian Kolbe. Ojciec Kolbe, wielki czciciel Maryi,  powiedział przed swoim aresztowaniem, w ostatniej mowie do współbraci: „Króla Miłości można czcić tylko miłością; jako dar – można Mu złożyć tylko miłość (…) Opisać  głębiej miłości nie da się. Trzeba jej doświadczać. Niebo nie jest niczym innym, jak coraz większym zjednoczeniem z Bogiem przez miłość(…)

Rok później Kolbe już nie żył. Poszedł dobrowolnie do bunkra głodowego za innego więźnia. Nie tylko dla Polaków jest symbolem zwycięstwa wiary i miłości nad nienawiścią i śmiercią .                                                                                                                       …wspominając tę wielką postać, chcę szczególnie myśleć o narodzie polskim. Odnajduje się on na gruncie swojej historii w sytuacji Piety, w której Matka trzyma w ramionach swego zmarłego Syna. Jej ikona w Częstochowie jest naznaczona smutnym spojrzeniem, wyrażającym doświadczenie cierpienia i  śmierci, ale także wiary i ufności w Bożą Obietnicę. Módlmy się za polską ojczyznę, która tak często była ukrzyżowana, by jej córki i synowie pozostali wierni Bogu, przezwyciężali nienawiść i szli  drogą Prawdy i Sprawiedliwości. Zdrowaś Mario

  • … w oświęcimskim piekle  stała się rzecz, która zdumiała katów i… która nigdy nie powinna się tam zdarzyć. Z szeregu wyszedł o. Kolbe i prosił, by jego  skazano na śmierć (…) Bunkier, który dotąd był miejscem przekleństw i rozpaczy, pod przewodnictwem o. Maksymiliana stał się przybytkiem Bożej chwały.

…a ja nie śmiem nawet powiedzieć, dziękuję Ci, Panie, za ten wzór godnej śmierci, ale też dojrzałej wiary, miłości, miłosierdzia, empatii, poświęcenia i tylu ludzkich najwyższych uczuć

  • Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze przynosi plon obfity (J 12,24)   Po udrękach swej duszy ujrzy światło i nim się nasyci… w nagrodę przydzielą Mu tłumy

i pociągnie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował (Iz 53, 11-12).                                                                                                             [Maksymilianie!]                                                                                                         Któryś zakwitł Chrystusem w drutach kolczastych,                                            bądź nam przykładem.                                                                                                 Któryś zakwitł Chrystusem w ciałach męczonych,                                                bądź nam przykładem.                                                                                                  Któryś zakwitł Chrystusem w ciałach palonych,                                                               bądź nam przykładem.                                                                                                 Któryś zakwitł Chrystusem w dłoniach oprawców,                                                     bądź nam przykładem.                                                                                            Któryś zakwitł Chrystusem w śmierci głodowej,                                                             bądź nam przykładem.                                                                                            Który całą potęgę piekieł pokonałeś miłością Krzyża,                                                 bądź nam przykładem.                                                                                                     Który wielki ogień piekielny przygasiłeś płaszczem Maryi,                                           bądź nam przykładem.  (…)                                                                                                                                                                                             Jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy,

że z Nim również żyć będziemy (Rz 6,8)                                                                                                                             Przez wiele ucisków trzeba nam wejść

do Królestwa Bożego (Dz14)                     

Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili,

jak Ja wam uczyniłem (J 13,14)

  • Przeciwieństwem o. Maksymiliana  był Rudolf Hoess. Ich życiorysy w fazie początkowej niewiele się  różniły. Obydwaj byli ministrantami. Dopiero w latach późniejszych Rudolf Hoess, na wezwanie Himmlera, wstąpił w szeregi SS. Obaj zginęli na terenie KL Auschwitz w 47. roku życia. O. Maksymilian Kolbe został dobity zastrzykiem fenolu w bunkrze bloku śmierci (blok XI) dnia 14 sierpnia 1941 r. Zginął jako męczennik Chrystusowy i sługa Matki Bożej, oddając swe życie za Franciszka Gajowniczka, ojca dwojga dzieci. Rudolf Hoess zginął na szubienicy w kwietniu 1947 roku jako ludobójca niespotykanej miary, tuż przy swojej wilii znajdującej się za ogrodzeniem centralnego obozu KL Auschwitz.                                                                 „Jak niewiele jest ludzi i jak nie ma prawie / Pragnących się objawić!…” – powiedział Cyprian Kamil Norwid. Zło nie ma problemów z tym, żeby się objawić, zamanifestować swoją obecność; dobro ma opory, wydaje się słabsze, niepozorne, mniej krzykliwe… Za świat, który jest „czarny” i „biały”, w którym obok ludzi złych żyją święci, obok zboża pleni się kąkol, ale to NIE on zwycięża, dziękuję Ci, Panie
  • 17 listopada 1941 roku zginął w Auschwitz mój brat, Kazimierz, cztery lata starszy ode mnie. Spotkałem się z nim

    w więzieniu policyjnym w Poznaniu, gdzie zostałem doprowadzony przez konwojenta z więzienia Neustettin. Jego wtrącił do obozu

    w Działdowie gestapowiec, który miał konszachty z polskimi stolarzami i przegrał rozprawę sądową w Płocku. Tłumaczem na tej rozprawie był Kazimierz.                                                                                                                         Gestapo, rewidując mieszkanie brata, znalazło u niego moje listy

    i stąd koło się zamknęło – 22 maja sam przekroczyłem bramę KL Auschwitz – Birkenau. Już w pierwszych dniach czerwca 1941 roku mój brat został włączony do komanda, które wychodziło poza obręb obozu. Kazimierz za kontakt z polskimi cywilami  został wtrącony do karnej kompanii, której racje żywnościowe zostały obniżone

    do połowy naszej racji żywnościowej. Karna kompania mieściła się w bloku XI, nazywanym słusznie „blokiem śmierci”. Tam zginął Kazimierz.                                                                                                                  …wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie

  • 9 sierpnia 1942 roku zakończyła w Oświęcimiu swoje życie Edyta Stein, nawrócona ateistka, karmelitanka, jeden z najwybitniejszych umysłów XX wieku, filozof, naukowiec, a równocześnie święta…                                            

…i za nią dziękuję Ci, Panie; za jej zachłanne poszukiwanie Prawdy, które zwieńczone zostało znalezieniem Boga, bo według niej każdy, kto szuka Prawdy, chociażby o tym nie wiedział, szuka Boga

  • W lesie, za obozem Oświęcim II, zostały przebudowane na komory gazowe dwa domki po wysiedlonych Polakach. Jeden z nich nazwano białym domkiem lub bunkrem II. W pobliżu znajdowały się dwa baraki, w których ludzie przed wejściem do komory gazowej musieli się rozebrać. Niedaleko baraków, w czterech dużych dołach, na wolnym powietrzu palono zwłoki. To tu w lecie 1942 roku zostali przywiezieni holenderscy katolicy pochodzenia żydowskiego. Wśród nich znajdowała się karmelitanka, Edyta Stein, siostra Teresa Benedykta od Krzyża i jej siostra .

…Jezus pocieszał płaczące kobiety. Dla Niego Jego własna sytuacja była jasna, pomimo drogi cierpienia. Dlatego nie był zajęty samym sobą, lecz do tego stopnia uwolniony, że spostrzegał nędzę innych. Musimy nad sobą pracować, byśmy sami siebie zrozumieli, byśmy się od samych siebie uwolnili i mogli zauważyć nieszczęście innych. Również Edyta Stein, którą wspominamy w Oświęcimiu, kieruje nasze spojrzenie w stronę innych. Ona, żydowska siostra Karmelu, prowadzi nas, chrześcijan, do Żydów, do solidarności z ofiarami, które tu zostały zamordowane.

Kochający Boże, otwórz oczy naszych serc na sytuację innych ludzi. W szczególny sposób chcemy modlić się za kobiety, które

w czasie konfliktów często mają największe ciężary do niesienia. Prosimy Cię, by godność ich była poważana, piękno nie było wykorzystywane, by trudy ich życia zostały zauważone we wszystkich społecznościach i wspólnotach. Pozwól nam uczyć się tego od Ciebie, Jezu

  •  W niedzielę, dnia 2 sierpnia 1942 roku, hitlerowcy zaaresztowali wszystkich katolików pochodzenia żydowskiego na terenie Holandii. Wśród aresztantów znalazła się s. Teresa Benedykta i jej siostra, Róża Stein. 7 sierpnia 1942 roku w bydlęcych wagonach kolejowych zostały wywiezione do Oświęcimia. Podróż trwała dwa dni… Siostra Teresa Benedykta do końca nosiła swój karmelitański habit. Wszystko wskazuje na to, że natychmiast po przybyciu do Oświęcimia została skierowana do komory gazowej i zagazowana, a jej ciało spalono w krematorium.                                                          

…w Oświęcimiu zginęła ta, która świadoma „promieniowania świętości”, powiedziała: „Im bardziej człowiek żyje skupiony na głębokich tajnikach swej duszy, tym silniejsze jest owo promieniowanie, które się z niego wydobywa i pociąga innych”; dziękuję Ci, Jezu, za promieniowanie świętości tych wszystkich, którzy zginęli w Oświęcimiu…

  • Ludzie w sposób instynktowny zwracają się ku Świętym, ponieważ oni nie są anonimowi. Kierują się ku TYM, u których odnajdują bogactwo duchowe oraz którzy poprzez swoją historię

    i charyzmaty duchowe stali się ojcami dusz i duchowymi przywódcami, prezentując pewną spójność ducha i działania… i dlatego dziękuję Ci za ojca Maksymiliana, siostrę Teresę Benedyktę od Krzyża i wszystkich nieznanych z imienia, małych oświęcimskich męczenników

  • Wanda Półtawska w swojej książce „I boję się snów” tak opowiada

    o pierwszej egzekucji: „W śliczny słoneczny dzień zabrali całą trzynastkę, wszystkie nasze najbliższe. Znałyśmy je i ich sprawy.(…) Poszły i oglądały się w naszą stronę na wielkim placu „nach Vorne”.(…) Pola, wysoka, zgrabna,  i Grażynka – dwie siostry Chrostowskie. Grażynka, która tak niedawno pisała wiersz o słoneczniku (…) Niusia Apcio – przez pomyłkę aresztowana, dlatego że Maria

    i że pracowała w aptece. (…) Renata Żytkowa, szczupła, wysoka, blada, stale opowiadała o swoim synu, zostawionym u obcych ludzi… (…) Mućkowa z Chełma…  Romka, nasza Romka urocza, tryskająca życiem i humorem dziewczyna, wesoła jak żywe srebro, przez wszystkich lubiana…  Milunia, mała Milunia Radecka, o wielkich oczach i ptasim nosku… Pani Wersocka, która szła spokojnie

    i jakby nawet uradowana (…) Poszły…”                                                                                                …Jezu, nie może być inaczej, żeby one nie poszły do Ciebie, żebyś ich nie przygarnął po śmierci, żeby u Ciebie nie znalazły ostatniej przystani, bo tylko taki świat, w którym Ty jesteś jedyną i ostatnią nadzieją, ma sens i za to, dziękuję Ci, Panie

  • Biorąc średnią przeciętną ilość, 560 dni eksploatacji krematoriów

    nr II, III, IV i V, i mnożąc przez 6.000 zwłok na dobę, otrzymamy 3,3 milionów unicestwionych ofiar ludzkich podczas trwania tej morderczej masakry, jaką była II wojna światowa. Ponieważ krematoria miały ograniczoną zdolność spalania zwłok, uciekano się do likwidowania pozostałych zagazowanych osób na stosach i w dołach: 30 metrów długich i 15 metrów szerokich. W ten sposób zdołano spalić dodatkowo około 1,5 miliona zwłok ludzkich, czyli ogółem unicestwiono około 4,8 mln ludzi…                            

…za to, że nie powiększyłem ogromnej rzeszy zabitych i zagazowanych, dziękuję Ci, Panie

Bóg upokarzany i cierpiący w człowieku

  • „Jezu, kocham Cię – wymawiał często. To sprawiało, że miał pogodną twarz. Usta jego nie wypowiedziały żadnego słowa skargi

    ani złorzeczenia.                                      

– Boli mocno? – pytam pochylony nad chorym.                                                                 – To nie ja cierpię, tylko Chrystus we mnie – odpowiada szeptem.  Byłem tym zbudowany. Zrozumiałem coś z niepojętej tajemnicy, że to nie chorzy sami, lecz Bóg cierpi w nich, miłuje ich sercem, objawia swoją moc przez ich poświęcenie… bo tylko wtedy Chrystus przez nasze cierpienia mógł przedłużać Swoją mękę dla ratowania drugich… Ten, kto kocha, przeszedł od śmierci do życia” .                                                                           W Psalmie 35 (15-16) znajdujemy słowa „Kiedy się chwieję,

z radością się zbiegają, przeciwko Mnie się schodzą obcy, których nie znam, szarpią Mnie bez przerwy, napastują i szydzą

ze Mnie, zgrzytając przeciw Mnie zębami”

Jezu, dziękuję Ci za tych, którzy się nie chwiali, nie upadli, wespół z Tobą stali się ofiarą przebłagalną za grzechy 

  •  W  komandzie pracy „Bauhof” zachorowałem na krwawą biegunkę – Durchfall. Zgłosiłem się do  szpitala obozowego, Krankenbau. Na środku sali znajdowały się siedzenia z otworami i kubłami, a dookoła ścian ułożone były sienniki.

    „ – Nie wolno ci tutaj dłużej pozostać” –  pomyślałem. Zachowując ścisły post, po kilku dniach wydostałem się z tej makabrycznej sali. Na drugiej sali, z łóżkami dwupiętrowymi i siennikami, powoli wracałem do siebie: gorączka spadła, spieczone wargi po herbacie ziołowej wracały wolno do normy, bóle żołądkowe  nie były już takie silne,  krwawienie ustało. Koledzy przynosili mi węgiel drzewny.

    Na Durchfall umierało tysiące Häftlingów, ja ocalałem… Stosunkowo szybki powrót do zdrowia traktuję jako cudowne uzdrowienie dzięki Matce Najświętszej…                                                                                                                          …bolało samo przeczucie, bliskość śmierci. Bóg zbliżył się do mnie w sposób trudny do zniesienia. Nie dojrzałem do takiego krzyża i  za to, że NIE zmogła mnie żadna choroba, ale też Twój krzyż nie okazał się zbyt ciężki,  dziękuję Ci, Panie

  •  Marian Kołodziej powiedział: „Jestem dzisiaj, z perspektywy lat, całkowicie pewien, że jeżeli jestem taki, jaki jestem, to przez te doświadczenia obozów, przez te przeżyte piekła. Uczyłem się i uczyłem siebie żyć – w samotności i w stadzie, i dla stada. Żyć uczciwie

    i godnie, mieć sumienie. Może warto było przez to wszystko przejść?” .                                                                                                            …dusza „zawładnięta” przez Boga przyjmuje od Niego tak wielkie podobieństwo, że jej istota zmienia się nawet zewnętrznie i fizycznie. BÓG PRZEZIERA PRZEZ JEJ SPOJRZENIE, przez jej słowa, przez jej uśmiech, przez nowe dostojeństwo jej sposobu wyrażania się. Ten, kto się z nią styka, mówi: „tu jest coś nie

    z tej ziemi”. Dusza „owładnięta” przez Boga jest drogocennym naczyniem, z którego wydziela się woń tak potężna, że przenika PRZEZ naczynie. Duchowy zapach ulatnia się i dociera do wielu. BEZ „DROGI KRZYŻA”, tj. bez wielkiego cierpienia, prawdziwego i dogłębnego, dobrze przeżytego, nie ma świętości… i za to dziękuję Ci, Panie

  •  „Było to w czerwcu lub lipcu. Mieszkańcom zatłoczonych baraków rozdano sto tysięcy kartek pocztowych i surowo przykazano wysłać pozdrowienia do znajomych. Jako miejsce nadania kazano wpisać nie Birkenau czy Auschwitz, lecz „Am Waldsee” . Ta miejscowość jest położona na granicy Szwajcarii. Kartki wysłano i nawet przyszły na nie odpowiedzi. Byłem naocznym świadkiem – powie

    M. Nyiszli, asystent doktora Mengele – kiedy kartki i listy, które nadeszły w odpowiedzi –  jakieś pięćdziesiąt tysięcy sztuk – ułożono w stos na podwórzu krematorium i spalono. Doręczyć ich i tak nie było można, bo nim nadeszły te odpowiedzi, spalono adresatów. W jakim celu urządzono całą tę hecę? Dla uspokojenia i zmylenia opinii publicznej na całym świecie” .                                                                                   …od świata, w którym heca, cynizm, fałsz, perfidia są na porządku dziennym, a Prawda miesza się z Fałszem, gdzie nie ma wyraźnych znaków rozpoznawczych,  gdzie w każdej chwili można zakpić z człowieka, obnażyć jego uczucia i oszukać, uchroń mnie, Panie

  • Milczenie Boga!?
  • „(…) w komorze gazowej i Krematorium III zagazowywano  cyklonem B do dwóch tysięcy ludzi naraz. Dentyści otwierali usta zwłok

    i wyciągali złote korony. Wyglądało to rzeczywiście tak, jak gdyby ludzka zbrodnia świętowała swój triumf nad Bogiem. Wiemy, że dla wielu ludzi milczenie Boga w owym czasie było nie do zniesienia. Może zwłaszcza dla Żydów, dla których było zerwaniem Przymierza, czyli podwójnym końcem świata, ziemskiego i niebieskiego. To miejsce najgłębszego poniżenia było jednak również miejscem niezwyciężonej wiary, modlitwy. .

    Z komór gazowych dochodziły żydowskie śpiewy psalmów. Również z celi śmierci Maksymiliana Kolbe można było słyszeć modlitwę.  Nie udało się do końca zniszczyć wiary w Boga, który jest Miłością”.                                                                                                          Wszystko to na nas przyszło,                                                                                            a jednak myśmy nie zapomnieli o Tobie                                                                           i nie złamaliśmy Twego przymierza                                                                              ani serce nasze się nie odwróciło                                                                                       i kroki nasze nie zboczyły z Twej ścieżki. (…)                                                                      Lecz to przez wzgląd na Ciebie ciągle nas mordują,                                                   mają nas za owce na rzeź przeznaczone.                                                                   Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie?                                                                            Przebudź się! Nie odrzucaj na zawsze!                                                                       Dlaczego ukrywasz swoje oblicze?                                                                               Zapominasz o nędzy i ucisku naszym?                                                                          Albowiem dusza moja pogrążyła się w prochu                                                                a ciało do ziemi.                                                                                                           Powstań, przyjdź nam na pomoc                                                                                                  i wyzwól nas przez swą łaskawość! (Psalm 44)                                                             

  • W „Raporcie położnej z Oświęcimia” znajdujemy słowa: „Do maja 1943 r. wszystkie [dzieci] urodzone w obozie  oświęcimskim były mordowane w okrutny sposób: topiono je w beczułce…  wkrótce potem matka mogła ujrzeć ciało swego dziecka rzucone przed blok

    i szarpane przez szczury”

…od świata, w którym matki bezradnie patrzą na rozszarpywane przez szczury dzieci, wybaw mnie, Panie, ale pozwól też zrozumieć TO, co niepojęte – Twoje drogi i Twoje prowadzenie; Ty  prowadziłeś przed wiekami  lud wybrany przez pustynię pełną jadowitych wężów i skorpionów, przez ziemię suchą, a jedyną obroną nie były wtedy sklecone z byle czego namioty, ale Twoja RĘKA  i Twoja ŁASKA, tak i w obozie to Ty byłeś Jedynym Obrońcom, Trudnym Obrońcom i Ty nadawałeś wydarzeniom Nowy Sens

  • W roku 1943 krematoria obozu KL Auschwitz – Birkenau pracowały pełną parą. Komando DAW było oddalone od tego obozu o 2 km.

    Z kominów krematoryjnych wydobywały się olbrzymie płomienne języki i kłęby potwornego dymu. Gdy wiatr wiał w naszym kierunku, czuliśmy mdły zapach spalonych ludzkich ciał.                                                       … dziękuję Ci za świat, w którym pachną kwiaty, błyszczą wody, świeci piękne słońce, szeleszczą trawy, po burzy rozpościera się przepiękna tęcza – za świat pełen doznań, bogaty w wrażenia…zaś od świata, w którym czuć  mdły zapach spalonych kości, strzeż  mnie, Panie

  • W nakładzie 3.860 tys. egzemplarzy wydano broszurę propagandową pt. „Untermensch”, która ukazała się w 1942 r. przy współpracy Głównego Urzędu SS, Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwa Informacji i Propagandy. W publikacji tej opisano cechy „podludzi”. „Podczłowiek” jest to pod względem biologicznym podobny do człowieka stwór przyrody, mający ręce, nogi, pewien rodzaj mózgu, oczy i usta. Jest to jednak straszliwa kreatura […], mająca tylko rysy twarzy zbliżone do człowieka, jednak pod względem duchowym niżej stojąca od każdego zwierzęcia. W duszy tej istoty panuje okrutny chaos […], instynktowna chęć niszczenia, prymitywna żądza, nieukrywana podłość. „Podczłowiek”… nic poza tym! […] Biada ci, jeśli o tym zapomnisz!                                                                                                       …od świata, w którym dzieli się  ludzi na lepszych i gorszych,

    w którym wydziela się „podludzi” i unicestwia ich, by ci lepsi, wybrani mogli żyć; gdzie obraca się wniwecz według jakiegoś „klucza” (Żydów, Cyganów, Polaków…), wybaw mnie, Panie

  • Naocznym świadkiem gazowania ludzi był m.in. więzień KL Auschwitz, Zdzisław Arkuszyński. W swej książce pt. „Prawo do życia” pisze: „Staliśmy w odległości około 5-8 metrów od budynku komory gazowej, gdy nagle usłyszałem łomot. Spojrzałem w tym kierunku… i zdrętwiałem. Ujrzałem kłębowisko ludzkich zwłok, które wysypały się z komory śmierci. Przypuszczalnie zaczepy wrót lub śruby były słabo zamocowane i puściły; stalowe wrota pod wpływem naporu ludzkich ciał wywróciły się  i na zewnątrz wysypało się kłębowisko ludzkich zwłok. Nie rozsypały się, były silnie ze sobą splecione. Całe były zakrwawione i oblepione odchodami i wymiocinami. Widok był przerażający…”                                                                                                  …chcę w sobie zrobić miejsce dla tej pojedynczej sceny, dla wielu takich scen, by życie tych ludzi i oni sami, nawet jako pewna masa NIGDY nie odeszli w niepamięć; bym mógł ich zanieść

    w swoich modlitwach przed Twój tron, ofiarować ich cierpienie za Zło całego świata… by NIC się nie zmarnowało… a Ty, wysłuchaj mnie, Panie

  • Doktor M. Nyiszli, który był zakwaterowany w jednym z pomieszczeń na terenie Krematorium I (II) w Brzezince, a więc miał wgląd

    w najbardziej strzeżone tajemnice obozu, tak wspomina bardzo podobną scenę: „Jedna z grup Sonderkommanda w wysokich, gumowych butach staje wokół góry trupów i spłukuje ją mocnym strumieniem wody. Jednym z ostatnich momentów gazowej śmierci jest bowiem wypróżnienie – wszystkie trupy są zanieczyszczone. Gdy już zakończono tę „kąpiel umarłych” (…) rozpoczyna się rozplątywanie góry ciał. Ciężka to praca; zakładając postronki na przeguby zaciśniętych w pięści dłoni rozrywa się piramidę, wlecze się śliskie, mokre zwłoki do znajdującej się w sąsiedniej sali windy. Pracuje tam wielki dźwig towarowy. Na platformę kładzie się po dwadzieścia – dwadzieścia pięć trupów. Dzwonkiem sygnalizuje  się, że winda może ruszyć. Podjeżdża ona w górę, do krematorium – wielkie drzwi rozchylają się automatycznie. Czeka przy nich następna część komanda. Na przeguby umarłych znów zakłada się postronki i ciągnie się zwłoki po śliskim pasie, po betonowej podłodze i układa przed piętnastu paleniskami pieców. (…) Ciała spalają się w ciągu dwudziestu minut. W krematorium pracuje piętnaście palenisk. Dzienna przepustowość – pięć tysięcy ludzi. Wszystkie cztery krematoria mają taką samą przepustowość. Dwadzieścia tysięcy ludzi wchodzi codziennie do komór gazowych, a stamtąd trafia do pieców.

    Dusze tysięcy ludzi ulatują codziennie przez kominy. Nie pozostaje po nich nic więcej, poza kupką popiołu na podwórzu krematorium. Samochody wywożą te prochy nad odległą stąd o dwa kilometry Wisłę i rzucają w jej fale” .                                                                                                                                … z tej perspektywy wszystko nabiera innego znaczenia i  jednocześnie wszystko traci znaczenie. Jak  żyć, wiedząc, że ma się taką perspektywę!? Ciało nabiera innego wymiaru, inaczej się liczy. Jakże inny staje się świat i… śmierć!? Śmierć staje się  bliska,  stale obecna, niemal stojąca u drzwi, zerkająca zza węgła. Chcę już od życia tylko tyle, ile Ty dla mnie przeznaczyłeś;  czekam na zaufanie spoza mnie, większe niż ja sam, a będąc go pewnym, dziękuję Ci, Panie

  • „Trzecia Rzesza przywłaszczyła sobie już ich ubrania i buty – wspomina Nyiszli – Włosy również są wartościowym materiałem, używanym do produkcji bomb z opóźnionym zapłonem. Ludzki włos nie reaguje na suche i wilgotne powietrze. Ta jego właściwość gwarantuje precyzyjną punktualność wybuchu bomby. A więc strzyże się umarłych” .                                                                                                                  …odpowiem słowami Psalmu 139:   „Przenikasz i znasz mnie, PANIE. / Wiesz, kiedy kładę się i wstaję, /  i czytasz z daleka

    w moich myślach. / Czuwasz nad moją pracą i odpoczynkiem /

    i wiesz o wszystkich drogach moich. / Zanim się zjawi  słowo

    na moim języku, / Ty, PANIE, znasz je w całości! / Ze wszystkich stron mnie ogarniasz / i kładziesz na mnie swą rękę”. Policzyłeś wszystkie moje włosy i chronisz najdrobniejszy… i widocznie

    do czegoś są Ci potrzebne te trudne i niezbadane losy… i za to, CHOĆ NIE POJMUJĘ, dziękuję Ci, Panie

  •  „Brutalne ręce zdarły z nich ubrania i ścięły włosy. Po prysznicu dano im nowe  ubiory – które odrzuciliby ze wstrętem nawet najbiedniejsi żebracy. Z tymi łachmanami otrzymały pierwszy podarek

    od Trzeciej Rzeszy – wszy. W taki sposób rozpoczęła się wegetacja naszych żon, matek, sióstr i córek za drutami kacetu. Dostarczany im pokarm nie dorównywał nawet pomyjom; nie pozwalał im wprawdzie umrzeć z głodu, ale też nie wystarczał do życia. W tym pokarmie nie było zupełnie białka. Brak tego składnika ołowiem obciążał ich nogi. Brak potrzebnej dla organizmu porcji tłuszczu powodował opuchliznę. W następstwie braku normalnej, regularnej menstruacji pojawiło się zdenerwowanie, ból głowy, częste krwotoki z nosa. Brak witaminy B wywoływał ciągłą senność oraz zatarł im pamięć do tego stopnia, że zapominały nazwy swych ulic i numery dawnych domów. Tylko w oczach tliło się im jeszcze życie, a raczej świecił głód” .                                                                                               …Panie, Ty wiesz, że w świecie, w którym kobieta przestaje być symbolem Dobra, Piękna, Miłości,  Czułości, Bezinteresownego Poświęcenia… gubię się, bo nie mam drogowskazów, sygnałów rozpoznawczych… i od  takiego świata, pozbawionego kobiecego blasku, uchroń mnie, Panie…                                                       Panie, Ty, który jesteś stwórcą człowieka, który chciałeś, by ilości tłuszczu, białka, witaminy B wpływały na jego pamięć, sprawność umysłu… wydobądź Tajemnicę jego wielkości ukrytą w jego wnętrzu…

  •   „- Kto was, dzieci, pozabijał, dzieci maleńkie?                                                                         – Ludzie.                                                                                                                           – A jacyż to byli ludzie? Czy twarze mieli upiorów? Czy mieli kły

    i pazury, i oczy zwierzęce?                                                                                                                          – Zwykli to byli ludzie. Ludzie – jak ludzie. Ludzkie mieli oczy i zęby. Wzrost jak nasi ojcowie.                                                                                                                       Może wulkan ich zrodził i matek nie mieli?                                                                         – Ludzkie matki ich rodziły, pamiętali kołysanki, jakie im śpiewały, kiedy byli tacy jak my…                                                                                                                                  – Pewnie dzieci nie mieli ci ludzie?                                                                                  – Mieli dzieci. Pisywali do nich listy, posyłali w paczkach buciczki mało noszone, zabawki.                                                                                                                               – Jak was zabijali ci ludzie?                                                                                              – Gazem dusili, do ognia kładli, o mur rozbijali, butem rozdeptywali, fenol wstrzykiwali, a jeśli dobrzy byli, kulką częstowali.                                                                       – A gdy was już zabili ci ludzie, co robili?                                                                                     – Pot z czół chusteczkami białymi ocierali, mówili: „Aleśmy się dziś zmachali. Wielka była robota. Tyle małych dzieci” .

    Módlmy się za dzieci pomordowane w obozach koncentracyjnych, aby ich niewinna śmierć była ofiarą przebłagalną i skutecznym wołaniem do wszystkich kobiet, potencjalnych matek,

    o troskliwą, heroiczną obronę poczętego życia. Módlmy się też

    za matki, które przeżyły zbrodnię dokonaną na ich dzieciach, aby znalazły ukojenie bólu i ślad dziecka wiodący do nieba .

  • Wielu SS-manów było lekarzami, jak np. dr Clauberg. W Auschwitz, m.in. w bloku l0., dokonywano eksperymentów pseudomedycznych

    i pseudofarmakologicznych na wielką skalę. Badano m. in. odporność ciała ludzkiego na zamarzanie, polewając szlauchem więźniów stojących na mrozie, poszukiwano metod  sterylizacji kobiet i  mężczyzn,  wstrzykiwano ludziom zarazki  różnych chorób. Dr Mengele dokonywał eksperymentów na bliźniakach i na karłach. Większość poddanych tym eksperymentom więźniów umierała w strasznych męczarniach; przeżyli nieliczni. Zabijano też więźniów, aby spreparować szkielety ludzkie lub czaszki dla wydziałów lekarskich w Niemczech.

…a mimo to nadal wierzę w Dobro, Miłość i Prawdę, w wielkość człowieka, w jego dobre intencje i dobrą wolę…  i za to, dziękuję Ci, Panie;  za to, że nigdy nie pozbawiłeś mnie wiary, że czuwasz nade mną i trwasz tuż obok, że „Przenikasz i znasz mnie (…)/ Wiesz, kiedy kładę się i wstaję,/ i czytasz z daleka w moich myślach./ (…)/Ze wszystkich stron mnie ogarniasz/ i kładziesz na mnie swą rękę” . I na tym polega moja ABSOLUTNA WOLNOŚĆ – na Twojej nieustającej obecności i mojej wierze

w nią, i za to dziękuję Ci, Panie    

  • Selekcje w obozie żeńskim w Birkenau  przeprowadzano zwykle podczas powrotu komand z pracy lub w czasie tzw. apeli generalnych. W tym celu polecano idącym w ciężkich drewniakach więźniarkom przebiec kilkanaście metrów. Te, które biegły zbyt wolno, SS-mani wyłapywali z szeregów za pomocą zakrzywionych lasek

    i odstawiali na bok. W przypadku, gdy komory gazowe były w danej chwili zajęte, umieszczano je w odizolowanym od reszty obozu bloku 25. Miał on zakratowane okna, a na otoczone murem podwórze prowadziła strzeżona stale brama. Dochodziły stamtąd płacze i jęki oczekujących na śmierć kobiet, które przez kraty wyciągały błagalnie ręce z prośbą o kubek wody. Jednakże nikomu nie wolno było nawet zbliżyć się do tego bloku. Ładowanie na samochody błagających o życie ofiar odbywało się z największą brutalnością. Broniące się rozpaczliwie kobiety chwytano za ręce i nogi i wrzucano z rozmachem na platformy. Razem z żywymi umieszczano ciała tych, które już wcześniej umarły.                                                                                                                  …nawet nie wiadomo, jakie były: piękne czy brzydkie, głupie czy mądre, dobre czy złe; nie wiadomo, jakimi były matkami, żonami, narzeczonymi, uczennicami… jak błyszczały ich oczy

    ze szczęścia, jak wirowały ich spódnice w tańcu, jak wyglądały ich rozmarzone oczy, jak odbijało się słońce w ich włosach…

    od świata, który miał dla nich selekcje, blok 25, komory gazowe, uchroń mnie, Panie

  • Baliśmy się każdego transportu, bowiem nie wiadomo było, jakie na miejscu zastaniemy warunki obozowe, jakie komando pracy, kto będzie naszym capo, jakie otrzymamy racje żywnościowe, jakie będą warunki odpoczynku i snu.

…od świata, który jest TYLKO źródłem strachu i niepokoju, wybaw mnie, Panie

  •   „Wstrząsające w Auschwitz było uświadomienie sobie, jak często [sprawcy] byli normalnymi ludźmi. Tylko niewielu z nich całkowicie odbiegało od normalności. Do czego zdolny jest więc normalny człowiek?”                                                                         

…Módlmy się za sprawców,  za tych ówczesnych i za tych dzisiejszych, za wszystkich, którzy obciążali innych krzyżem swojego egoizmu, zatwardziałości serca i niesprawiedliwości. Módlmy się za nas samych. Jakże często chcemy pozbyć się z naszego świata ludzi, których uważamy za uciążliwych, jak często odwracamy się od drugich. Z jaką obojętnością stajemy wobec ofiar tego świata. Obdarz nas, Panie, łaską nawrócenia. Panie, zmiłuj się nad nami .

  • W Wielki Piątek 1942 roku ksiądz Piotr Dańkowski z Zakopanego usłyszał od kapo następujące słowa: „Dziś zostaniesz ukrzyżowany tak, jak twój Mistrz”. Na ramiona nałożono mu ciężką drewnianą belkę. Niosąc ją, kilka razy upadał pod jej ciężarem, dopóki nie zginął pod butem mordercy.

    W karnej kompanii jednemu z więźniów, Żydowi, wciśnięto na głowę koronę z drutu kolczastego.

    …Nie silny aryjski nadczłowiek ujawnia nam prawdę o ludziach, lecz Ukrzyżowany, który w swojej niemocy jest silny, ponieważ prawdziwy. Nie obawiajcie się tych, co zabijają ciało. Obawiajcie się śmierci ducha, śmierci prawdy, śmierci miłości! Nierzadko ofiary Auschwitz były rzeczywistymi zwycięzcami. Podczas procesu przeciw komendantowi Auschwitz, Rudolfowi Hoessowi, przewodniczący, sędzia Eimer, w swojej mowie otwierającej powiedział: „Pomni wielkiej odpowiedzialności naszej wobec zmarłych i żywych, nie traćmy z oczu tego, o co się toczy bój miłujących wolność narodów. Poszanowanie godności człowieka stanowiło ten wielki cel, niechże będzie ono również udziałem oskarżonego, bowiem przed sądem staje przede wszystkim CZŁOWIEK”.                                                 

 Panie, dopomóż nam, abyśmy zawsze pozostali wierni ideałom. Ucz nas opowiadać się po stronie prawdy, sprawiedliwości, miłosierdzia i solidarności; nawet, jeżeli przynosi to niekorzyść, jeżeli przez to przybijają nas do krzyża. Obdarz nas wiarą, która doda nam siły. Obdarz nas łaską, byśmy umieli tak się modlić, jak Dieter Bonhoeffer, ewangelicki  teolog, który w obliczu zbliżającego się stracenia przez nazistów, powiedział:                                                                                   Wciąż przeszłość chce męczyć nasze serca,                                                                 wciąż przygniata nas ciężar  złych dni,                                                                          ach, Panie, daj naszym spłoszonym duszom                                                          zbawienie, do którego nas przygotowałeś.                                                                  A jeśli podasz nam ciężki, gorzki kielich cierpienia,                                               napełniony po brzegi,                                                                                                    weźmiemy go wdzięczni bez wahania                                                                           z Twojej dobrej, kochającej ręki.                                                                               Osłaniani przez dobre moce                                                                                       oczekujemy ufnie tego, co ma nadejść.                                                                           Bóg jest przy nas rano i wieczorem                                                                           On jest z nami w każdy nowy dzień .

 

Wewnętrzna sprawiedliwość, czyli… „mówić tylko dobrem i złem”

  • W porze obiadowej komando DAW otrzymywało 15 kotłów zupy – po jednym litrze zupy dla każdego häftlinga. Jeden z tych kotłów obsługiwał Niemiec z zielonym winklem Berufsverbrächer – zawodowy kryminalista. Swoim niemieckim kolegom wlewał chochlą

    do misek pełną gęstą zupę, a nawet dawał i dokładkę. Polacy burzyli się na takie postępowanie. Nie wytrzymałem, podszedłem do niego, wyrwałem mu chochlę z rąk i sam zacząłem sprawiedliwie rozlewać po 1 litrze zupy. Wkrótce potem uzmysłowiłem sobie, że ten zawodowy kryminalista mógł mnie nocą  udusić. Nie będzie żadnego dochodzenia!

    Czuwał nade mną mój kochany Anioł Stróż.

    …dziękuję Ci, Panie, za tę odrobinę miłości, której nigdy się nie wyzbyłem…

  • Marian Kołodziej w „Kliszach pamięci” pisze: „Bochenek obozowego chleba, zawsze z takiej samej formy, powinien być dzielony

    na cztery części, po jednej dla każdego więźnia. Nigdy tak nie było. Dostawaliśmy nie więcej niż jedną kromkę. Cała reszta ginęła

    po drodze. Po przydzielone nam racje chleba wyciągało się wiele rąk. Kapo kuchni i spółka, blokowy ze swoim dworem, sztubowy

    z kumplami – dopiero na końcu my, więźniowie, ze swoją prymitywną, zrobioną z kijka wagą. Ważyliśmy te kromki, a później jeszcze dzielili drobiny z chleba, żeby było równo. To była nasza wewnętrzna sprawiedliwość.

    To natomiast, co w obozie działo się na zewnątrz, wokół mnie, podważało całe moje wychowanie, ten harcerski patriotyzm, który wyniosłem ze szkoły. Choć zarazem to wychowanie jednak mi się przydało. To ono przeprowadziło mnie na czysto przez obóz. Nie wiem, co by było ze mną bez tego wychowania – jaka kanalia. Nie wiem, co by się ze mną stało (…) wtedy mówiłem tylko dobrem i złem.

    W wyuczony sposób ważyłem na szalach zło i dobro. Anioł dziecko przez kładkę przeprowadza. Tak właśnie, cukierkowo, zupełnie jak

    z obrazka w zakrystii czy z „Przewodnika Katolickiego”. Niekiedy ludzie, starając się wytłumaczyć, jak Oświęcim był możliwy, zapominają o tym stałym napięciu pomiędzy dobrem i złem.                                                Mieć własną wagę! Mieć własną wagę! Taką, jaką mieliśmy w obozie, gdy ważyliśmy chleb, który już raz był ważony. I odrobineczki uszczknięte jednemu, dajemy drugiemu. Dwie pajdki ważymy. Już jesteśmy z sobą w porządku. Ja nie mówię tylko o chlebie. Nie

    o chleb mi tylko idzie.                                                                              Ludzie  znajdujący się w ekstremalnej sytuacji (…) mają wyostrzone poczucie sprawiedliwości. Inne niż to, które obowiązuje na wolności” .                                          

… za to, że dałeś mi „wewnętrzną wagę”, która nie pozwoliła zapomnieć, czym jest sprawiedliwość; że nauczyłeś mówić za pomocą dobra, że zaszczepiłeś we mnie nieprzepartą chęć bycia choć trochę dobrym, na miarę obozowych warunków, dziękuję Ci, Panie

  • W tym  piekle na ziemi odzywała się  w najwyższym stopniu solidarność gnębionych. Lagier Auschwitz był miejscem, gdzie ludzie, poddani zagładzie, wzajemnie sobie pomagali. Objawiły się tam solidarność i braterstwo, w wymiarze nieznanym nam dotąd,   w tej właśnie braterskiej miłości wyrażała się potęga trwania. Wyrażała się ona m.in. w niewytłumaczalnym zjawisku, jakim było przyjęcie przez położną, Stanisławę Leszczyńską, 3.000 porodów, na lagrowym piecu w baraku w Birkenau. Dziś trudno w to uwierzyć, że

    w tym piekle wszystkie dzieci urodziły się żywe. Nie mogli w to uwierzyć niemieccy lekarze-położnicy, którzy wizytowali lagier Birkenau, a którzy takich wyników nie byli w stanie osiągnąć w  klinikach położniczych III Rzeszy

…za to, że najpiękniejsze ludzkie postawy, takie jak solidarność, braterstwo, … i głęboko w nas tkwiące człowieczeństwo, NIGDY nie giną, nawet w największym piekle, dziękuję Ci, Panie

  • Marian Kołodziej po latach napisał: „Obozu nie da się opowiedzieć dosłownie. (…) Bo obóz to nie tylko bicie, zabijanie pracą ponad siły, powolna śmierć fizyczna, ciągły głód, wszy. To również ciche, wewnętrzne nie, bunt na swoją miarę, trwanie na przekór wszystkiemu” .                                                                                                             …Jezu, ciągle chcę pamiętać, że za parawanem konkretnego bicia, zabijania, obozu, wojny… ukrywa się w rzeczywistości Niebo i Piekło, walczące ze sobą… a kiedy ciągle od początku wierzę

    w Ciebie i ufam Tobie, kiedy wypowiadam swoją wewnętrzną walkę złu, broń szatana zostaje poskromiona, a Ty zjawiasz się pośród tych, którzy ciebie kochają

Różne wymiary świętości

  •    Wanda Półtawska wspomina: „W połowie września, kiedy okazało się, że chłopcy mają księdza, Francuza, tajemny przemyt osiągnął punkt kulminacyjny. W blaszanym małym pudełeczku przyniesione zostały białe krążki opłatka: Sanctissimum. Cisza nad 15 blokiem była tym razem jakaś wielka i święta. Czujki pod oknami pilnowały z wszystkich stron, a między rzędami łóżek sunęły szeregi po okruch białego opłatka. Patrzyłam z góry na twarze ciche a uroczyste, jakieś rozświetlone. Jedne przeżywały cud, inne w łomocie udręczonego serca zazdrościły tamtym spokoju, jeszcze inne milczały, nie rozumiejąc. Nikt nie profanował chwili. Gorące szepty spływały

    z uśmiechniętych warg: – Daj chwilę wytchnienia wszystkim niespokojnym…” .                    

…a Ty, mój Panie,  łączysz się ze mną w Komunii Świętej;  zamieszkujesz mnie i to wtedy, gdy – jak mówi święty Augustyn – nie mam już nic poza Tobą; pomóż mi więc wyzbyć się wszelkich pragnień tak bardzo, że będę pragnął już TYLKO Ciebie

  • „Kapłani polscy w Auschwitz odtworzyli z pamięci i spisali na pasku papieru długości 374 mm i szerokości 38,7 mm złożonego w harmonijkę tekst liturgiczny Mszy „De Beata” nazwany później „mszałem oświęcimskim”.

    W jednym kącie… Sali w wąskim przesmyku między dwupiętrowymi łóżkami, ustawiono taborecik. Na nim prosty krzyż. To ołtarz. Kapłan bez stuły i ornatu, w łachmanach więźnia, przykucnięty,

    w pozycji siedzącej rozpoczyna Najświętszą Ofiarę. Wokoło wtajemniczeni zasłaniają ten widok, by jakiś obcy nie spostrzegł, co się tam dzieje. Myśli odrywały się od koszmarnych widoków życia obozowego, serca rozpalały się gorącą modlitwą… Konsekrowane hostie zawija kapłan w białą chusteczkę, kładzie na piersi i w największym ukryciu za kupą kamieni, za węgłem baraku obozowego, rozdaje Komunię św. Niesie ją również konającym do szpitala obozowego” .

    Najukochańszy Jezu, dziękuję Ci, za  wielką łaskę Komunii świętej… Boga widzą Ci, którzy Go potrafią widzieć, to znaczy Ci, co mają otwarte „OCZY DUSZY”…

  • Zofia Posmysz, która w 1942 została uwięziona w Auschwitz, a następnie znalazła się w Ravensbrück, w czasie rozmowy z Katarzyną Kubisiową (zamieszczonej w „Tygodniku Powszechnym”) powiedziała:  „W czwartej lub może piątej klasie religii uczył nas katecheta, nie pomnę… z kościoła św. Floriana czy może ojców misjonarzy? Był młody, surowy, trochę się go bałyśmy. Uczestniczenie w niedzielnej Mszy świętej dla młodzieży szkolnej było obowiązkowe. Sprawdzał. Otóż on przedstawił nam taką propozycję: abyśmy przez dziewięć miesięcy, w każdy pierwszy piątek przystępowały do spowiedzi i komunii świętej. Kto to spełni, ma gwarancję, że nie umrze bez Sakramentów. Przypomniałam sobie o tym w obozie.                                                                          W listopadzie czterdziestego drugiego roku zachorowałam na tyfus plamisty, gorączka sięgała czterdziestu stopni. Skąd wiem? Oto jeszcze jeden przykład nierzeczywistości świata kacetów: lekarstw żadnych nie było ani dostatecznej ilości płynów, ale były termometry!

    I funkcje pielęgniarek! Siostra Maria, więźniarka z warszawskiego transportu z Pawiaka, zmierzywszy mi temperaturę, wzdychała: „Boże, wciąż czterdzieści!”.                                                                                                                            Którejś nocy, nie wiem, sen to był czy wizja, na oszronionym skłonie dachu, bo leżałam na najwyższej pryczy, zobaczyłam, tak, zobaczyłam kielich, i nad nim krążek opłatka, który zaczął się zniżać ku mnie, coraz bliżej i bliżej, więc pomyślałam, teraz mogę umrzeć,

    i chyba znów straciłam przytomność. Rano obudził mnie głos Marii: „Zosiu, gorączka spadła, masz tylko trzydzieści sześć i osiem”. Jedna z Czeszek z tej samej koi wykrzyknęła radośnie, że nareszcie będzie można w nocy spać, bo ta „hlupa Holka” przestanie śpiewać. A gdy się oburzyłam na takie niemądre oskarżenia, zaśpiewała: „Gwiazdo śliczna wspaniała kalwaryjska Maryja, do Ciebie się uciekamy,

    o Maryja, Maryja”. Bezbłędnie to wykonała, musiałam to stale śpiewać w gorączce” .                                                                                                                      …za to, że zaszczepiłeś we mnie ideały większe niż choroba

    i strach, a nawet świadomość; że pośpieszyłeś ze Swoją Pomocą na przekór mojej nadziei i beznadziei, że Twoja Matka trwała we mnie, gdy już NIC nie trwało, nawet poczytalność i przytomność, uzmysłowienie i unaocznienie, a także najprostsze trwanie, bo Ty nikogo nie opuszczasz, dziękuję Ci, Panie

  • „Jedna z osób, które przeżyły, powiedziała: Aby podczas głodu podzielić się chlebem, trzeba było być świętym. To było trudniejsze niż iść do komory gazowej. Mimo to nie brakowało takich ludzi .                                                                                              …Módlmy się za wszystkich, którzy przez doświadczenie tego piekła załamali się także moralnie. Za tych, którzy nie bacząc

    na innych, zaczęli zauważać tylko samych siebie, którym nie wystarczyło siły i wiary, by pozostać ludźmi. Wybacz im, Panie,

    i wybacz również nam, gdy błądzimy i tracimy do Ciebie zaufanie

 

Wolność zewnętrzna… i wewnętrzna

  • W nocy z 5 na 6 maja 1945 roku obudził nas gong. Blockaeltester nie zezwolił nam na wyjście na plac apelowy. Okazało się, że miano zlikwidować wszystkich więźniów, wprowadzając ich do podziemnych tuneli i zaminowując wejścia i wyjścia. Nie doszło do tego mordu, ponieważ spór między Lagerführerem i Arbeitsdienstführerem rozstrzygnął się na naszą korzyść. Mieliśmy pozostać przy życiu! Liczniejsza grupa Arbeitsdienstführera wygrała spór.

    Po otrzymaniu zaświadczenia, że zostałem „zwolniony przez Komando B5 na rozkaz Policji Bezpieczeństwa, Leitmeritz” i mam „udać się najkrótszą drogą do swego miasta rodzinnego”, włączyłem się do kolumny składającej się z 50 häftlingów, stojących przed bramą wyjściową obozu. Czterech wachmanów z karabinami ustawiło się po bokach naszej kolumny i prowadziło nas przez miasto Litomierzyce. Za miastem pojawiła się myśl: „Czy nas rozstrzelają?” Zauważyliśmy jednak, że wachmani po pewnym czasie zawrócili

    do obozu! Nie chcieliśmy wierzyć naszemu szczęściu. Byliśmy wolni! Obejmowaliśmy się, całowaliśmy ziemię! Byliśmy oszołomieni, jeszcze wątpiliśmy w nasze oswobodzenie! Radowaliśmy się każdym promykiem słońca, każdym drzewem przydrożnym, każdą kępką trawy…                                                                                                 …stokrotne dzięki Ci, Matko Najświętsza, za cudowne ocalenie. Byłaś mi najczulszą z matek na wszystkich etapach gehenny obozowej podczas II wojny światowej

  • Doktor Miklós Nyiszli, asystent doktora Mengele, tak wspomina: „Piątego maja 1945 roku na wieży obozu w Ebensee zawisła biała flaga. Oślepiająco świeci wiosenne słońce. Koniec! Niemcy złożyły broń! Około godziny dziewiątej przybywa mały amerykański czołg, a w nim trzech żołnierzy, którzy zajmują obóz. Jesteśmy wolni…”                                                                                                         … dobro i zwycięstwo są nikłe i niepozorne (biała flaga, jeden mały czołg, zaledwie trzech żołnierzy), a nie hałaśliwe i głośne,

    a mimo to do nich  i do Ciebie należy ostatnie słowo i za to dziękuję Ci, Panie

  • Marian Kołodziej w „Kliszach pamięci” napisał: „Po chaotycznej ewakuacji Oświęcimia w końcu 1944 roku kolejno obozy: Gross-Rosen, Buchenwald, Dora, Sachsenhausen, Mauthausen. I zaskoczony łaską Boga, Opatrzności, Losu – wyzwolony zostałem przez Armię Amerykańską 6 maja 1945 w Ebensee. Ważyłem 36 kilo. Na lewej ręce na zawsze zostanie – wytatuowany numer 432” .                                                                         …tym faktem wyzwolenia i oswobodzenia, aktem niesamowitej łaski,  zostałem zaproszony do głębokiej  więzi z Tobą, do radości wiecznej, do rozdawania Ciebie innym… i za to dziękuję Ci, Panie          
  • „Grób nie ma ostatniego słowa. Wierzymy w to, że Bóg nie opuszcza ofiar po śmierci. Ale również tu, na tej ziemi, nie wolno pozwolić, by śmierć miała ostatnie słowo o Auschwitz. Z resztek kości wyglądających jak ziarna, musi powstać nowe życie. Auschwitz musi stać się miejscem, które uświadomi światu godność każdego człowieka

    i wszystkich pociągnie do wielkiej odpowiedzialności za pokój. Tak, jak wówczas ludzie z całej Europy przyjeżdżali tu, by zginąć, tak teraz musi być niesiona na cały świat wieść o niezbywalnej godności wszystkich ludzi. Jak wielu było niegdyś żołnierzy śmierci, tak dziś wszyscy jesteśmy powołani, by opowiedzieć się całym naszym życiem za pokojem, przebaczeniem i solidarnością. Gdy oddamy za to nawet nasze życie, nie damy więcej niż dały ofiary.                                                                         Uczyń mnie, Panie, narzędziem Twojego pokoju,                                                 bym tam, gdzie nienawiść – zakorzeniał miłość,                                                             tam, gdzie obraza – wnosił przebaczenie,                                                                        tam, gdzie niezgoda – głosił pojednanie,                                                                  tam, gdzie panuje fałsz, bym przynosił prawdę,                                                      tam, gdzie wątpienie, żebym krzewił wiarę,                                                                tam, gdzie jest rozpacz, bym budził nadzieję,                                                         tam, gdzie są ciemności, żebym wnosił światło,                                                                   tam, gdzie smutek, żebym wnosił radość.                                                                        Spraw, Panie, żebym nie o to zabiegał,                                                                         by mnie pocieszano, lecz żebym pocieszał,                                                                       nie szukał zrozumienia, lecz żebym rozumiał,                                                          nie pragnął być kochanym, lecz żebym kochał.                                                           Albowiem siebie dając – coś się otrzymuje,                                                                  siebie zapomniawszy – można znaleźć siebie,                                                           innym wybaczając – doznaje się przebaczenia,                                                                  a umierając – zmartwychwstaję wieczni” .                                                               

  • Świętej Siostrze Faustynie  (w 1938 roku), kiedy modliła się za Polskę,  powiedział Pan Jezus: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeśli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości.

    Z  niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje” .

…za to, że szczególnie ukochałeś moją ojczyznę i jej mieszkańców, że wiążesz z nami swoje Wielkie i Niepojęte Plany, dziękuję Ci, Panie

  • Naszą dewizą obozową była chęć przetrwania i ciągła wzajemna pomoc. Żyliśmy „parolami” i przepowiedniami.                                                                                                  …za świat, w którym Nadzieja zapisana w przepowiedniach

    i Twoich słowach OCALA i RATUJE, dziękuję Ci, Panie

 

Trudny wymiar człowieczeństwa

  • Wanda Półtawska po latach wspomina: „przez szparę w oknie celi,

    w której mnie zamknęli, mogłam przypadkiem zaobserwować – podczas przymusowego spaceru – mego szefa z konspiracji, mężczyznę, którego uważałam za wzór bohaterskiej męskości. Tam zobaczyłam, jak łapczywie sięga po peta, szczątek papierosa, który esesman rzucił na ziemię, a do którego rzuciło się paru więźniów. Esesman tłukł ich pejczem i śmiał się szyderczo, a ja zobaczyłam, że mój bohater był niewolnikiem nie tego esesmana, ale swego głupiego nałogu, niewolnikiem – no właśnie – śmiecia” .                                                                            …za to, że ani bohaterstwo, ani wielkość człowieka, a także jego podłość, małość, nie są raz na zawsze określone i ostatecznie przypisane do określonej osoby, że one drzemią w absolutnie KAŻDYM…, że ciągle od początku trzeba stać na straży wartości,  dziękuję Ci, Panie

  • Wanda Półtawska, więzień obozu w Ravensbrück,  wspomina: „przypadkiem zobaczyłam, jak pani nauczycielka, ta siwa, szanowana pani, którą po prostu kochałam, po kryjomu, bo weszła pierwsza, szybko porwała z talerzy po jednym kartoflu i poszła do ubikacji. Poszłam za nią. Nie widziała mnie, gdy szybko połykała ukradzione kartofle! A dla mnie znowu „zawalił się świat” i w nocy płakałam, wypłakiwałam w nocnej ciszy ten cały zawód (…) wtedy wydawało mi się, że nie ma już nic, na czym  można by się oprzeć, żeby odnaleźć człowieka” .

…za to, że zabrałeś mi poczucie, że niektórzy ludzie  potrafią być RAZ NA ZAWSZE dobrzy, wspaniałomyślni, wielcy…  że już teraz  wiem, że każdy może upaść, z powodu głodu ukraść kartofle… że  pośrodku największej ludzkiej wielkości i nieskazitelności tkwi chęć  i potrzeba zaspokojenia głodu, miłości, czułości, czyjegoś czułego gestu… i za to, dziękuję Ci, Panie

  • M. Nyiszli, Żyd, asystent doktora Mengele, wspomina: „Zwłoki nie leżą rozsiane na podłodze sali, tylko wznoszą się w potwornym, splątanym, wysokim stosie. Kryształy wydzielające gaz, zatruwają początkowo dolne warstwy powietrza, nad samą podłogą, dopiero stopniowo gaz wznosi się coraz wyżej. Dlatego nieszczęśnicy tratują się nawzajem, wchodząc jedni na drugich. Tych, co są wyżej, gaz dosięgnie później. Jak straszliwa walka rozgrywa się tu o życie! O jedną, dwie minuty życia! Gdyby jeszcze zdolni byli do myślenia, zrozumieliby, że na darmo depczą swoich rodziców, żony, dzieci; ale oni już nie myślą, kieruje nimi wyłącznie instynkt samozachowawczy. Obserwuję, że na samym spodzie tej piramidy leżą niemowlęta, na nich dzieci, potem kobiety i starcy, a na wierzchu najsilniejsi mężczyźni.                                                                                                     Splecione w śmiertelnym uścisku ciała, z krwawiącymi nosami,

    z krwawiącymi ustami, podrapane do krwi w walce. Głowy spuchnięte, zsiniałe, zmienione nie do poznania. A mimo to ludzie z Sonderkommanda często poznają wśród umarłych swoich bliskich…(…)” .                                                                                                                …tak bym chciał, by ta piramida była odwrócona, by jej kształt był dokładnie odwrotny; … by na dnie ludzkiej natury drzemało autentyczne dobro, altruizm, chęć niesienia pomocy najsłabszym, chęć chronienia tego, co delikatne, słabe…  i za to, że NIC nie jest takie, jak ja to sobie wyobrażam, ale jest takie, jak Ty chcesz, dziękuję Ci, Panie

  • „ Najlepiej pamiętam głód, a raczej jego skutki. Zaczęły się straszne dni. Kobiety rozgorączkowane, z oczami chorobliwie błyszczącymi

    i wychudłymi twarzami, mówiły o jedzeniu. Zaczynało się niewinnie od opowiadania o koncercie lub teatrze, następnie zaś nieuchronnie padało pytanie: – Ale potem gdzie była pani na kolacji? – i koniec

    z rozmowy.                                                                                                                                    Długie, drobiazgowe rozwodzenie się na temat najlepszego sposobu nadziewania indyka. Słuchały tego z jakąś chorobliwą zachłannością, ba – były takie, co to wszystko spisywały i zapraszały potem do siebie na fikcyjną ucztę, czytając na głos: – Najpierw eleganckie przystawki, potem wina, mięsiwa i wreszcie desery z lodami…                Instynktownie bałyśmy się tych rozmów jak ognia. Uciekałyśmy

    od nich. (…) Patrzyłyśmy z przerażeniem na kobiety, które jeszcze podczas kwarantanny i w więzieniu dyskutowały o literaturze, sztuce, życiu. Teraz mówiły o jedzeniu i nie były w stanie o niczym innym myśleć.                                                                                                   To było potworne: jedne wolały solidne potrawy (…), inne bardziej wyrafinowane; (…) Niektóre notowały te kulinarne przepisy w różnych językach, niby dla nauki obcego języka. (…) Nienawidziłam tych rozmów i tego głodno-żarłocznego nastroju. Czyż naprawdę

    tak zwane człowieczeństwo jest sumą przyjętych kalorii i niczym  więcej?”                                                                                                             …najukochańszy Jezu, proszę Cię, aby nasze prawdziwe człowieczeństwo NIE BYŁO JEDNAK sumą przyjętych kalorii,

    a czymś większym, głębszym, prawdziwszym… czymś absolutnie TWOIM, ponadczasowym, wielkim, może nawet świętym!?… mimo wszystko NIEZNISZCZALNYM!

Na przekór wszystkiemu

  •  W 1944 roku za budynkiem Krematorium V wykopano pięć dużych dołów, w których spalano zwłoki na wolnym powietrzu. Za lasem grzebano w początkowym okresie zwłoki więźniów, a wśród nich ciała jeńców radzieckich. W pobliżu znajdował się tam dom wysiedlonej rodziny Sarmatów, który po przebudowie wykorzystywano jako pierwszą prowizoryczną komorę gazową. Został on rozebrany

    w 1943 roku. Prochy po spalonych ciałach wsypywano do rzek: Wisły, Soły lub grzebano przy budynkach krematoriów. Popiół ludzki

    z krematoriów IV i V wsypywano częściowo do znajdującego się opodal stawku.

Matko Boża, Królowo Polski,                                                                                          dokonaj cudu!                                                                                                                przemień naszą ojczyznę w królestwo Bożego ludu                                                           i przez Ojca Świętego                                                                                                        który z tegoż kraju                                                                                                              prowadź ludzką pielgrzymkę                                                                                               do Bożego raju!                                                                                                                Święty Maksymilianie                                                                                                   przez wszystkie zasieki świata                                                                                            nieś Jej to błaganie.                                                                                                       Módlmy się za ojczyznę tylekroć krzyżowaną, aby jej córki i synowie dochowali wierności Bogu, wyzbyli się wszelkiej nienawiści i szli drogą prawdy i sprawiedliwości.                                                                                                                                    Módlmy się za wszystkich, którzy położyli życie broniąc prawdy

i sprawiedliwości .

 

 

  • Wielki Śmietnik!?
  • Doktor M. Nyiszli wspomina z nostalgią: „Nagle ze swego miejsca podnosi się czarnowłosy, wysoki, szczupły, trzydziestoparoletni mężczyzna. Donośnym głosem, tak, aby wszyscy słyszeli, zaczyna mówić. To dajan – pomocnik rabina w jednej z małych żydowskich gmin wyznaniowych w Polsce. Samouk posiadający wielką wiedzę religijną i światły umysł. Asceta. Nawet tu, w Sonderkommandzie, przestrzegał swoich zasad. Nie korzystał z bogato zaopatrzonej kuchni, jadł tylko chleb, margarynę i cebulę (…) na moją prośbę dajan został przydzielony do pracy przy śmietniku (…) Ten wielki śmietnik ciągle płonie. Bez przerwy pali się tu setki tysięcy zdjęć małżeńskich, zdjęć rodziców, pięknych dziewcząt i uroczych dzieci oraz tysiące modlitewników. Wiele razy brałem do ręki fotografie

    i modlitewniki. Niemal w każdym modlitewniku  znajdowałem adnotacje o datach śmierci rodziców i przechowywane z dużą pieczołowitością zasuszone kwiaty, zerwane zapewne z grobów najbliższych, spoczywających w różnych zakątkach Europy. Na śmietniku leżały kosztowne i zwykłe tałesy, rzemyki modlitewne. Wszystko zwalone na jedną kupę, czekające na spalenie” .                                                                     …za to, że w każdym miejscu, nawet w takim jak „oświęcimskie piekło”,  znajdują się idealiści, ludzie prawdziwie rozmodleni, dla których Ty NIE przestałeś być wartością, a także są modlitewniki, tałesy i inne przedmioty kultu religijnego, które nie są pustymi symbolami, ale znakami głębokich relacji z Tobą,  dziękuję Ci, Panie;

    dziękuję Ci też za to, że świat, który na moment stał się PŁONĄCYM ŚMIETNIKIEM, na powrót  staje się Twój, bo ludzie są tylko chwilowymi i pozornymi  zwycięzcami!

 

 

 

Słowo do narodu niemieckiego

Die Worte kehre ich an das deutsches Volk:

Anstatt Hass – Liebe

Anstatt Tod – Leben

Zivilisation des Lebens und der Liebe – Ja!

Zivilisation des Todes – Nein!

Lebensraum im fremden Ländern – verboten!

Suche den Lebensraum im Himmel –

Dort wird Deine Seele ewig glücklich sein!

Deutschland, Deutschland über alles – ändere

Deutschland als Wohltäter für die arme Menschheit.

Unseres gemeinsames Leitmotiv:

Gott, Ehre und Vaterland!

 

Zwracam się do narodu niemieckiego:

Zamiast nienawiści – Miłość

Zamiast śmierci – Życie

Cywilizacja życia i miłości… TAK!

Cywilizacja śmierci… NIE!

Przestrzeń życiowa w obcych narodach – zakazana!

Przestrzeń życiową znajdź w niebie –

tam Twoja dusza na wieki będzie szczęśliwa!

Niemcy, Niemcy ponad wszystko – zamień:

Niemcy jako dobroczyńca dla biednej ludzkości.

Nasze wspólne hasło:

Bóg, Honor, Ojczyzna!

KL Auschwitz Nr 15683 Bogumił Sojecki

KL Stutthof Nr 624

Oświęcimska Droga Krzyżowa, PATRZ: www..maksymilian.bielsko.opoka.org.pl/maksymilian7_2.php

Święta s. M. F. Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie w duszy mojej, Warszawa 2002, s.31-32.

M. Nyiszli, Byłem asystentem doktora Menele. Wspomnienia lekarza z Oświęcimia. Oświęcim 2000, s.33.

Wcześniej byłem wpisany do ewidencji obozu w Stutthofie jako więzień numer 624.

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Oświęcimska Droga Krzyżowa, stacja 10) PATRZ: www.centrum-dialogu.oswiecim.pl/index.php

Ibidem.

Z dnia 27.10.1940. [w:] Ten, który rozdał życie. Wstęp, biografia św. Maksymiliana i wybór tekstów: Leon Dyczewski OFMConv. Niepokalanów 1989, s.195. [w:]Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (stacja 13),op.cit.

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?(stacja 13), op.cit.

Ibidem.

Oświęcimska Droga Krzyżowa (stacja14), op.cit.

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (stacja 8), op.cit.

Ibidem.

W. Półtawska, I boję się snów op. cit.s.56-57.

Ks. K. Szweda, Kwiaty na Golgocie, s.56-7; PATRZ: Oświęcimska Droga Krzyżowa (stacja 7), op. cit.

Oświęcimska Droga Krzyżowa (stacja 7), op. cit.

M. Kołodziej, Klisze pamięci, Gdańsk 1995, s.17.

M. Nyiszli, Byłem asystentem doktora Mengele, op. cit. s.89

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?(Stacja 7),op. cit.

Ibidem.

Oświęcimska Droga Krzyżowa, (stacja 3), op. cit.

Z. Arkuszyński, Prawo do życia, Pelplin 2005, s.27.

M. Nyiszli, Byłem asystentem doktora Mengele, op. cit., s.39-41.

Ibidem, s.39.

Ibidem,  s.119-120.

E. Piotrowska, Przesłuchanie. PATRZ: Oświęcimska droga Krzyżowa. (stacja 4), op. cit.

Ibidem.

Fragm. Psalmu 139.

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Stacja 2.) op. cit.

„Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Stacja 11) op. cit.

M. Kołodziej, Klisze pamięci, op. cit., s.7.

Ibidem.,s.2.

W. Półtawska,  I boję się snów, op. cit., s.126

W. J. Wysocki, Bóg na nieludzkiej ziemi, s.63, 65, 67, PATRZ: Oświęcimska Droga Krzyżowa,(stacja 6), op. cit.

Z. Posmysz, Jeszcze jeden dzień życia,[w:] Tygodnik Powszechny 2010/43 s.25.

Zofia Podhorecka, która od maja 1943 r. do stycznia 1945 roku była więźniarką obozu kobiecego. Mieszkała w Oświęcimiu, gdzie zmarła 5 stycznia 2005 roku.

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Stacja 3.) op.cit.

M. Nyiszli, Byłem asystentem doktora Mengele, op. cit., s.178.

M. Kołodziej,  Klisze pamięci, op. cit., s.16.

Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił, (stacja 14), op. cit.

Święta s. M. Faustyna Kowalska, Dzienniczek,, op. cit., s.461.

W. Półtawska, Beskidzkie rekolekcje, Dzieje przyjaźni Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich, Częstochowa 2008, s.24

Ibidem, s.26

M. Nyiszli, Byłem asystentem doktora Mengele, op. cit.,s.38

W. Półtawska, I boję się snów, op. cit., s.50-51

Oświęcimska Droga Krzyżowa, (stacja 13), op. cit.

M. Nyiszli, Byłem asystentem doktora Mengele, op. cit., s.156-7.

Comments are closed.