VII. Marsz i Rejs Śmierci KL Stutthof

1. Ewakuacja piesza więźniów obozu centralnego KL Stutthof (I, II i IV Kolumny)

Do połowy stycznia 1945 r. stan obozu macierzystego wynosił około 25.000 więźniów, w podobozach przebywało ponad 22.000 osób. Śmiertelność w obozie wahała się od 250 do 450 osób na dobę. Krematorium nie nadążało ze spalaniem zwłok, dlatego pozostałe trupy  palono poza obozem na stosie, polewając je łatwopalnym płynem.
Dnia 16 stycznia dowódca SS i policji w Gdańsku, Fritz Katzmann, wydał rozkaz ewakuacji KL Stutthof. W dniach 23 i 24 stycznia wojska radzieckie zbliżały się do Elbląga i Malborka. W dniach 25 i 26 stycznia ewakuowano 11.500 więźniów, tworząc 9 kolumn i podążając w kierunku Lęborka, miasta oddalonego 140 kilometrów od obozu KL Stutthof. Eskorta każdej kolumny składała się z podoficera SS i 40 SS-manów uzbrojonych w pistolety maszynowe, granaty i 2 karabiny maszynowe. Do ich dyspozycji były także specjalnie przeszkolone psy.
Przed wymarszem więźniowie otrzymali prowiant składający się z 500 gramów chleba i 120 gramów margaryny na osobę. Większość wygłodniałych więźniów zjadła żywność już w  dniu wymarszu.
Wśród więźniów wielu było zarażonych tyfusem, wielu cierpiało na krwawą biegunkę i inne dolegliwości.
Pogoda była mroźna. Temperatura spadała do -20°C. Trasa marszu zajęta była przez cofające się jednostki Wehrmachtu i ewakuowaną niemiecką ludność cywilną. Kolumny marszowe musiały pójść bocznymi drogami, błądząc po bezdrożach w głębokim śniegu. Nie było przygotowanych noclegów ani produktów żywnościowych. Na noclegi zamykano więźniów w dużych oborach, stodołach, kościołach. Coraz więcej osób, wyczerpanych marszem i chorobą, padało na śnieg i SS-mani strzelali do nich  bez skrupułów.
ŻADNA KOLUMNA NIGDY NIE DOTARŁA DO LĘBORKA!
W pomieszczeniach szkoły SS w Lęborku, w których zamierzano umieścić więźniów, został zorganizowany szpital polowy i kwatery dla żołnierzy Wehrmachtu. Z tego powodu na obozy ewakuacyjne przeznaczono obozy barakowe nieprzystosowane do warunków zimowych, tzw. Reichsarbeitsdienst (niemieckie obozy pracy: w skrócie RAD).
W żadnym z tych małych obozów nie zapewniono więźniom najprostszych warunków bytu, a  szczególnie dokuczał im kompletny brak żywności. Obozy te położone były w miejscowościach: Gęś, Krępa Kaszubska, Tawęcino, Rybno, Nawcz, Łówcz, Gniewino, Toliszczek, Rybno, a dla więźniów z podobozów: Kolkowo i Godętowo.
W początkach marca 1945 r. wojska radzieckie rozpoczęły uderzenie na Sławno i Słupsk. Obozy ewakuacyjne znalazły się blisko linii frontu. Władze niemieckie zarządziły ponowną ewakuację z punktami docelowymi: Puck i Gdynia. Zamierzenia te nie zostały zrealizowane ze względu na szybko przesuwającą się ofensywę radziecką.
Pierwsza kolumna, licząca 1.600 więźniów, wyruszyła z obozu o 6:00 rano dnia 25 stycznia 1945 r. przez Mikoszewo, Cedry Małe i Wielkie. Śmiertelność w obu kolumnach była wysoka, bowiem już wychodząc z obozu, więźniowie byli zarażeni tyfusem albo byli „muzułmanami”, skrajnie wycieńczonymi biegunką i głodem. Ludzie padali na śniegu jak kłody, a eskorta esesmańska wykańczała ich strzałem w głowę. Przez 7 dni szli drogą śmierci przez Kolbudy, Żukowo, Łebno, Linię, Rozłazino, Łęczyce, Rekowo, Gęś i Krępę Kaszubską. Od wioski do wioski alarmowano: „Stutthof idzie!” Kaszubi mimo protestów ze strony strażników esesmańskich ofiarnie pomagali przechodzącym nędzarzom – chlebem, gorącą kartoflanką, zupą marchwiową. Gdyby nie pomoc ze strony ludności kaszubskiej, żniwo śmierci wśród więźniów KL Stutthof  byłoby jeszcze większe.

Obydwie kolumny zatrzymałysię w obozach RAD, „Reichsarbeitsdienst’” –  Służba Pracy Rzeszy.
Czwarta kolumna, licząca 1.250 więźniów,  25 stycznia o godz. 10.00 wyruszyła pieszo  z obozu  w kierunku  Mikoszewa. Przeprawiła się przez Wisłę i dotarła do miejscowości Cedry Małe. Łącznie przeszła 22 km. Kolumna ta szła tą samą drogą co dwie poprzednie, aż do miejscowości Linia. Kołując, dotarła dnia 3 lutego do Rozłazina, gdzie część więźniów zanocowała w kościele, a druga w szkole.
Około 1.600 więźniów zakwaterowano w wiosce Gęś w byłym obozie RAD oraz 1.000 więźniów w Krępie Kaszubskiej. Warunki bytu więźniów w obu obozach były okropne – dominowały głód, ścisk i brud. Miliony wszy powodowały rozprzestrzenianie się tyfusu. Więźniowie otrzymali 1 kromkę chleba na tydzień i 1/2 l nieposolonej zupy dziennie, w której pływały dwa zgniłe ziemniaki i kawałek kwaśnego mięsa. Z tego wynika, że racja żywnościowa  została więźniom zmniejszona prawie siedmiokrotnie. A przecież już w KL Stutthof  wydawane porcje były głodowe.
Głód przybrał takie rozmiary, że więźniowie bili się o wyrzucane z kuchni odpadki – nawet surowe jelita końskie połykali na miejscu. Przy  wysypisku niepotrzebnych odpadków, cuchnących i brudnych, niektórzy więźniowie ginęli pod seriami z karabinu maszynowego. Zaczęły się potęgować choroby, a zwłaszcza biegunki i tyfus.
Nie dość tego – wydawano polecenia stawiania się więźniów do dyspozycji Wehrmachtu do robót fortyfikacyjnych.
Po 33 dniach pobytu w obu obozach stan liczebny więźniów wynosił 1.500, co oznaczało, że 1.100 osób zmarło w straszliwych cierpieniach.
Ponowna ewakuacja nastąpiła 9 marca. Tylko 1.000 więźniów było zdolnych stanąć do dalszego „Marszu Śmierci”. Pędzono ich przez Nową Wieś Lęborską do Godętowa. Na nocleg zatrzymywano ich na podwórzu majątku. Następnie kontynuowano marsz przez Łęczyce, Rybno do Piaśnicy. W Piaśnicy kolumnę podzielono na dwie części, jedną 600-osobową popędzono w kierunku Pucka, a drugą 300-osobową do Wejherowa.
Ofiary ostatnich kilometrów marszu i rozstrzeliwań, dokonywanych krótko przed wyzwoleniem,  pochowane są na cmentarzu w Pucku i Wejherowie.
Wyzwolenie więźniów przez wojska radzieckie nastąpiło 12 marca 1945 r., w tym samym dniu w Pucku i Wejherowie.

Reasumując, z liczby 4.200 więźniów z kolumny I, II i IV-ej:

  • około 1.800 osób zostało ofiarami „Marszu Śmierci”;
  • los około 600 osób, najbardziej poszkodowanych,  jest nieznany;
  • około 200 więźniów ratowało się ucieczką – lecz, czy była ona zbawienną, nie wiadomo!?
  • około 1.600 osób doczekało wyzwolenia.

Na puckim cmentarzu  w miejscu zbiorowej mogiły stoi piękny pomnik z marmurową tablicą i  następującym napisem na niej:
„Tu spoczywa 234 bezimiennych więźniów obozu koncentracyjnego w Sztutowie narodowości polskiej, czeskiej, holenderskiej, węgierskiej oraz obywateli radzieckich pomordowanych przez hitlerowców podczas marszu śmierci oraz zmarłych z wycieńczenia i chorób w szpitalu puckim, wśród nich uczestnicy powstania warszawskiego. Cześć ich pamięci!”



2. Los Kolumny IX kobiet
Należy przedstawić jeszcze los Kolumny IX – kobiet, która doszła do obozu docelowego w Toliszczku. Ostatnia kolumna 1.600 kobiet, w większości  Żydówek, Polek i Rosjanek, dnia 4 lutego po 10 dniach marszu  dotarła do Luzina, co mieszkanka  Luzina, Stanisława Raszewska, tak relacjonowała: „W niedzielę przyszły same kobiety, co za okropny widok, gołe, bose, rozczochrane i zawszone. Kobiety ulokowano w dwóch kościołach”.
Po przenocowaniu w Luzinie kobiety ruszyły w trasę: Kostkowo, Rybno do Toliszczek,  pokonując ok. 170 km. Po 11 dniach marszu pozostawiono na trasie około 300 martwych kobiet.
W Toliszczku więźniarki pozostały w opuszczonym majątku niemieckim do 9                               marca 1945 r. Na 5 dni wydano im jednorazowo na osobę 125 g chleba oraz każdego dnia ¼ litra polewki ugotowanej z rzepy pastewnej. Wody pitnej nie było. Kobiety piły z kałuż i rowów. Wybuchła straszna epidemia tyfusu i dyzenterii. SS-manki wypędziły więźniarki na mróz, gołe,  jedynie w koszulach na gimnastykę. Chleba chorym w ogóle nie wydawano, a Armia Radziecka po wyzwoleniu kobiet znalazła w magazynie sterty spleśniałego chleba.  W tym  samym  czasie esesmanki obżerały się smacznymi potrawami skonfiskowanymi u okolicznych rolników. Również w Toliszczku esesmanki zarządziły akcję odwszawiania, która polegała na tym, że odzież zanurzano w płynie dezynfekcyjnym, a zmoczone ubrania – łachmany więźniarki musiały nałożyć na siebie.
Dnia 10 marca 1945 r. nastąpiła dalsza ewakuacja i we wsi Zamostne więźniarki doczekały się upragnionej wolności.
Około 700 więźniarek pozostało na trasie ,,Marszu Śmierci”; los około 350 osób jest nieznany; około 50 więźniarek ratowało się ucieczką – nie wiadomo, z jakim skutkiem, a tylko dla 500 więźniarek zaświtała Jutrzenka Wolności.

Podsumowanie
Ewakuacja KL Stutthof nie była prawidłowo przygotowana. Nie wzięto pod uwagę szeregu czynników, takich jak: warunki atmosferyczne, nie przewidziano epidemii tyfusu i biegunki, nie zaplanowano dróg ewakuacji. (Na tych samych drogach ewakuował się Wehrmacht i uciekająca niemiecka ludność cywilna. Więźniowie musieli ustąpić i pójść bezdrożami). Założenia organizacyjne władz SS pozostały na papierze; kompletny brak wyżywienia, opieki lekarskiej, nieprzygotowanie noclegów to była rzeczywistość. Eskorta za  przyzwoleniem władz SS zabijała wycieńczonych więźniów. Ewakuacja obozu centralnego spowodowała śmierć około 5.700 osób. Co do dalszych 1.600 osób pozostaje niewiadoma, co do ich losu. Mogiły ofiar ewakuacji więźniów KL Stutthof, znane i nieznane, rozsiane są na przestrzeni całego Pomorza Gdańskiego, od Sztutowa po Lębork, Wejherowo i Puck na trasach zwanych trasami „Marszu Śmierci”.
Liczba ofiar byłaby znacznie większa, gdyby nie ofiarna pomoc ludności kaszubskiej. Od wsi polskiej, od jednej do drugiej i trzeciej rozlegał się głos: „Stutthof idzie!”
Ofiar „Marszu Śmierci” byłoby o kilkaset osób więcej. Opinie te potwierdzają w swych relacjach dziesiątki więźniów: Polaków, Żydów, Rosjan, Duńczyków, Norwegów, Francuzów .
Odpowiedzialność za śmierć wielu więźniów KL Stutthof ponoszą: komendantura tego obozu, Główny Urząd Administracji i Gospodarki SS i jego szef, Oswald Pohl oraz inspektor obozów koncentracyjnych, Richard Glück  .
Według relacji prof. Czesława Pilichowskiego śmiertelność pod względem procentowym dla KL Stutthof wynosiła 70,8%. (Najniższą śmiertelność miał obóz koncentracyjny Buchenwald – 23,5%,  a najwyższą obóz  zagłady  KL Auschwitz – Birkenau –  90,0%).

3. Ewakuacja piesza więźniów podobozów KL Stutthof

W chwili ewakuacji w drugiej połowie stycznia 1945 stan liczebny więźniów i więźniarek wynosił 22.500 osób. W tym najliczniejsze podobozy były:

  • w Królewcu i okolicach       –  4.700 osób
  • w Elblągu i okolicach          –  5.000 osób
  • w Toruniu i okolicach          –  3.200 osób
  • w Pruszczu Gdańskim         –  1.100 osób
  • w Bydgoszczy Wschód        –  1.300 osób
  • w Policach koło Szczecina    – 2.200 osób;

łącznie około 17.500 osób.                                      –
W pozostałych około 14 podobozach, mniej licznych, mieściło się dalszych 5.000 więźniów i więźniarek.
W podobozie w Królewcu i w okolicznych, w których przebywało 4.700 kobiet i mężczyzn narodowości żydowskiej, ewakuacja nastąpiła 20 stycznia 1945 r. Najpierw zbierano komanda z okolic, a następnie 26 stycznia nastąpił wymarsz zbiorczy w kierunku miasta Palmnicken nad Morzem Bałtyckim. Ponad dobę trwał ciągły marsz w silnym mroźnym wietrze i głębokim śniegu. Osoby, niemogące dotrzymać kroku maszerującej kolumnie, eskorta rozstrzeliwała. W Palmnicken więźniów umieszczono na terenie nieczynnej fabryki, Stallhalle, gdzie przebywali przez 5 dni, nie otrzymując prawie żadnego pożywienia i picia.
Dnia 31 stycznia wieczorem zwołano apel i oznajmiono więźniom, że natychmiast wyruszają w kierunku portu Piławy (Pilau), gdzie będą dalej ewakuowani statkiem do Hamburga. Jednakże informacja ta była nieprawdziwa. Po kilku godzinach marszu wzdłuż morza eskorta zaczęła odłączać od kolumny grupy osób i ich rozstrzeliwać.
Uratowana z masakry Fryda Gabrylewicz wspomina: „I właśnie moja grupa została odcięta, było nas 8 piątek, reszta poszła dalej, a nas zatrzymali. Wprowadzono nas dalej od brzegu morza, gdzie była cienka warstwa lodu, która załamywała się pod naszymi nogami. Przekonaliśmy się, że wprowadzono nas na Morze Bałtyckie. Kazano nam się położyć. Utworzyło się koło z całej czterdziestki. Esesmani podchodzili powoli, było ich 4 – 5, do każdej z nas i rozstrzeliwali. Leżałam głową w dół. Słyszałam jęki. Prawie na mnie leżał jeden trup. Czułam, że cieknie mi coś ciepłego po twarzy. Była to krew. Obok mnie leżała jedna koleżanka. My obie, zostałyśmy, niepostrzelone, może dlatego, że inne  trupy  nas  zasłaniały.   (…)   W  pewnym  momencie   esesmani  zaczęli krzyczeć: „Schnell aufstehen und laufen”. Trzy kobiety jeszcze niezupełnie postrzelone wstały i wtedy zostały zastrzelone. Koleżanka też chciała wstać, ale ją przycisnęłam ręką i nie wstała. Później zaległa cisza, którą przerwały jęki konających. Po kilku minutach słyszymy kroki. Przyszli ci sami posteni, by sprawdzić, czy ktoś żyje. I zaczęła się strzelanina na nowo, przy której koleżanka dostała kulę w plecy, która wyskoczyła jej przodem i mnie zraniła w brzuch. Po minucie dostaję znowu kulę w nogę. (…) Koleżanka moja szepnęła: „Och, Fryda” i umarła. Ja leżę w przeraźliwych bólach i czekam na śmierć. (…) Wokół zaległa cisza. Nagle słyszę trzask, ale nie wiem, co to jest. Był to trzask lodu. Podnoszę głowę i widzę, jak lód się załamuje i trupy wpadają do morza” .
Podobny opis zbrodni dokonanej w nocy 31 stycznia 1945 r. w pobliżu wsi Sorgenau przedstawiały inne uratowane z masakry więźniarki. Nie sposób stwierdzić, ilu ludzi uratowało się. Zbrodni tej dokonała eskorta, która składała się z załóg poszczególnych podobozów. Wśród nich byli m.in. SS Unterscharführer Stock, SS-Hauptscharfürer Ernst Thulke, SS-Oberscharführer Hans Kauffeldt. W eskorcie tej były również nadzorczynie SS oraz żołnierze Luftwaffe, którzy stanowili załogi podobozów znajdujących się na lotniskach wojskowych.
Ewakuację najdalej wysuniętych na wschód podobozów w miejscowościach Nagószewo i Gutowo rozpoczęto 17 stycznia 1945 r. Najpierw wszystkie więźniarki zgromadzono w obozie w Gutowie, łącznie ok. 700 kobiet, z których ok. 400 było chorych i niezdolnych do marszu. Do ich likwidacji SS-mani przystąpili już 15 stycznia, kiedy to zgromadzili wszystkie na placu, a następnie chorym i słabym kobietom rozbijali głowy kolbami karabinów lub kijami, niektóre rozstrzeliwali. Pozostałym wstrzyknięto płyn uśmiercający, a po jego nieskutecznym  zadziałaniu rozbijano kobietom głowy kolbami karabinów.
Około 300 kobiet ewakuowano w kierunku Nowego Miasta Lubawskiego. Dotarły do Grudziądza i po przekroczeniu Wisły podążały w kierunku północno-zachodnim. Dalszy ich los jest nieznany.

Podsumowując  ewakuację podobozów KL Stutthof, należy stwierdzić, że okres od połowy stycznia do końca kwietnia 1945 r. był najtragiczniejszym z całego okresu funkcjonowania tych podobozów. W tym czasie na trasach pierwszego Marszu znalazło się ponad 20.000 więźniów. Selekcje, uśmiercanie zastrzykiem, rozstrzeliwanie, choroby, w tym tyfus i dyzenteria oraz potworny głód spowodowały śmierć prawie 12.000 osób, w tym większości kobiet narodowości żydowskiej. Ich mogiły, znane i nieznane, rozsiane są na przestrzeni setek kilometrów.
W czterech województwach mamy 37 mogił zbiorowych, w tym 26 w województwie pomorskim. Ogółem w tych zbiorowych mogiłach umieszczono ok. 8.000 ofiar. Najliczniej występują one w miejscowościach:

  • Krępa Kaszubska – cmentarz około 800 ofiar;
  • Kolkowo – zbiorowa mogiła 1.300 więźniarek żydowskich;
  • Rybno – cmentarz 800 więźniów;
  • Grodno, półwysep –  zbiorowa mogiła 720 więźniarek żydowskich;
  • Nawcz – cmentarz 600 ofiar;
  • Gniewino – zbiorowa mogiła 300 więźniarek;
  • Puck – cmentarz 234 więźniów .

Bezpośrednio odpowiedzialnymi za śmierć tych ludzi są załogi podobozów, które stanowiły eskortę poszczególnych kolumn ewakuacyjnych.

4. Ewakuacja morska więźniów KL Stutthof

            Rozkaz H. Himmlera o nieoddawaniu więźniów w ręce wroga został wydany dnia 14 kwietnia 1945 roku  komendantom niemieckich obozów koncentracyjnych. (Rozkaz oznajmiał, że przekazanie nie wchodzi w rachubę, bowiem żaden więzień nie może wpaść żywy w ręce wroga). Z tego względu we wszystkich obozach nastąpiła ewakuacja pozostałych przy życiu więźniów,  nawet tych będących u kresu życia, zarażonych tyfusem, cierpiących na krwawą biegunkę, owrzodzonych, wycieńczonych morderczą pracą, śmiertelnie zgłodniałych.
Niemcy otworzyli śluzy i spowodowali wielką powódź na Żuławach. Jedyną drogą ewakuacyjną stał się transport z Mikoszewa przez Zatokę Gdańską na Półwysep Helski. Dnia 25 kwietnia 1945 r.  na barkę „Wolfgang” załadowano około tysiąca więźniów. Na drugiej barce, „Vaterland”, w porcie helskim załadowano również około tysiąca więźniów. Na trzeciej barce bez nazwy pomieściło się 600 więźniów oraz na czwartej, tzw. „kwarantannowej”,  około 500 więźniów. Ta ostatnia oznaczona była żółtą flagą sygnalizującą zakaźnie chorych.
W czasie Rejsu Śmierci zmarłych wyrzucano za burty barek  po uprzednim rozebraniu do naga. Eskorty  dokonywały ostatnich morderstw,  spychając z górnych pokładów do morza osłabionych, a nawet zdrowych więźniów. Były przypadki samobójstw  popełnianych przez więźniów z rozpaczy.
Konwój barek zatrzymał się 29 kwietnia 1945 roku w Sassnitz na wyspie Rugii. Dnia 30 kwietnia zatrzymały się na redzie portu w Stralsundzie obydwie barki, „Wolfgang” i „Vaterland”, a 2 maja stanęły obok dwóch dużych niemieckich statków, „Cap Arcona” i „Thielbeck”,  na redzie portu Neustadt. Następnego dnia, 3 maja, port Neustadt został zaatakowany przez eskadrę samolotów angielskich i godzinę później do miasta wkroczyła 2. Armia Brytyjska.
Należy zaznaczyć, że w nocy z 2 na 3 maja esesmani odczepili holowniki od barek i skierowali je do portu Neustadt. Tymczasem więźniowie, przeczuwając najgorsze,  doholowali obydwie barki do brzegu. Esesmani powracający po nocnym pijaństwie wymordowali wszystkich chorych na barkach oraz osłabionych  marszem do Neustadt.
Spośród 2.000 więźniów załadowanych na barki „Wolfgang” i „Vaterland” podczas rejsu zginęło około 800 więźniów, ponad 200 zostało zamordowanych w Neustadt, a kilkadziesiąt osób zmarło w trakcie leczenia po wyzwoleniu. Łącznie poniosło śmierć „z powodu ewakuacji”  około 1100 więźniów. Przy życiu pozostało około 900 więźniów.
W dniu 5 maja 1945 r. przedstawiciele duńskiego ruchu oporu i duńskiego Czerwonego Krzyża przejęli z barki, która wpłynęła do portu rybackiego Klintholm 345 więźniów, z których  wkrótce zmarło, z wycieńczenia i chorób, 21 osób.
Ostatni transport, około 1000 więźniów, z KL Stutthof wyprowadzono 27 kwietnia 1945 r. Załadowani na barkę „Ruth” dopłynęli 4 maja do portu we Flensburgu. Uwięzieni przez władze niemieckie do dnia 10 maja  na parowcu „Rheinfels” razem z grupą ewakuowanych więźniów z KL Neuengamme, zostali następnie przejęci przez szwedzki Czerwony Krzyż, który zorganizował rejs na statku „Homberg” do Malmö w Szwecji.
Więźniowie KL Stutthof otoczeni troskliwą opieką przez duński i szwedzki Czerwony Krzyż po kilkumiesięcznej rekonwalescencji mogli powrócić do swoich krajów lub wybrać z przyczyn politycznych emigrację.

5. Ewakuacja  więźniów KL Stutthof z podobozu w Gdyni drogą morską

Ewakuacja więźniów KL Stutthof z podobozu w Gdyni trwała od 25 marca do 3 maja 1945 roku.
Więźniowie KL Stutthof pracowali w gdyńskiej Stoczni Remontowej przy montażu łodzi podwodnych dla Kriegsmarine.
Po raz pierwszy więźniów wyprowadzono z obozu  8 marca 1945 roku do  portu wojennego na Oksywiu – ewakuacja nie doszła jednak do skutku, ponieważ kapitan statku odmówił przyjęcia więźniów na pokład. Również druga próba ewakuacji więźniów na statek Czerwonego Krzyża zakończyła się fiaskiem.
Żołnierze 2. Frontu Białoruskiego dowodzeni przez marszałka Rokossowskiego zbliżali  się do miasta i portu Gdyni. Z tego powodu dnia 25 marca wśród ogólnej paniki w czasie drogi z obozu do portu, spośród 700 więźniów, zbiegło 80.  Pozostałych przyjęły  na pokład niewielkie statki niemieckiej floty handlowej: statek „Elbing” przyjął 250 więźniów, a statek „Zephyr” –  368 więźniów.
Statki „Elbing” i „Zephyr” opuściły port helski w konwoju innych statków w godzinach wieczornych 27 marca 1945 roku. W czasie rejsu przez kilka dni więźniowie nie otrzymywali ani żywności, ani wody, bowiem prowiant przeznaczony dla nich skonfiskowała grupa funkcjonariuszy gestapo z Gdyni, która na Helu weszła na pokład statku.
Statek „Elbing” uniknął na trawersie portu Świnoujście uderzenia torpedy z radzieckiej łodzi podwodnej i wpłynął do Hamburga 29 marca 1945 roku. Po kilku dniach więźniów KL Stutthof skierowano do podobozu KL Neuengamme i 12 kwietnia do jenieckiego obozu X-B w Sandbostel. Drastycznie ciężkie warunki w podobozie KL Neuengamme i w obozie jenieckim Sandbostel oraz Rejs Śmierci z Gdyni do Hamburga spowodowały  zastraszającą śmiertelność wśród więźniów. Nie można dokładnie obliczyć strat wśród tej grupy osób. Do dzisiaj nie wiadomo, ilu przeżyło ze stanu 250 zaokrętowanych w Gdyni na statek „Elbing”.
Dnia 28 kwietnia 1945 roku wojska brytyjskie weszły na teren obozu jenieckiego, znajdując wiele ciał zmarłych więźniów i wielu chorych skrajnie wycieńczonych.
Statek „Zephyr” w czasie rejsu został zaatakowany przez lotnictwo radzieckie. Na skutek awarii silnika  przez cztery doby dryfował i w końcu dobił do portu kilońskiego. Dnia 2 kwietnia więźniowie opuścili statek i zaprowadzono ich do obozu Arbeitserziehungslager „Nordmark”, a po 6 dniach drogą kolejową dotarli do KL Neuengamme. Część bardzo chorych więźniów ze statku „Zephyr” dołączono do tzw. „transportu muzułmanów” i wysłano 8 kwietnia do KL Bergen Belsen. Transport ten nie dotarł do miejsca przeznaczenia, ponieważ 15 kwietnia wkroczyły tam wojska brytyjskie. Po bardzo wyczerpującym marszu więźniowie dotarli do obozu jenieckiego Sandbostel, gdzie pod koniec kwietnia wyzwoliły ich wojska brytyjskie.
Drugą, większą część więźniów ze statku „Zephyr”, drogą kolejową  ewakuowano do Lubeki. W porcie Neustadt w Zatoce Lubeckiej zostali częściowo zaokrętowani na statek drobnicowy  „Thielbeck”  i na statek  pasażerski „Cap Arcona” (o wyporności 27571 BRT) oraz na statek handlowy „Aten”. Łącznie zaokrętowano na trzy statki: „Cap Arcona”, „Thielbeck” i „Aten”  9.400 więźniów, w tym około 9.000 więźniów z numeracją z obozu KL Neuengamme.
W dniu 3 maja 1945 roku w południe kapitan statku „Aten” dostał radiotelegram z rozkazem wpłynięcia statku do nadbrzeża portowego Neustadt w celu zabrania dalszych więźniów. Ucieczka więźniów KL Stutthof w nocy z 2/3 maja z redy  Zatoki Lubeckiej oraz wykonanie rozkazu przyczyniło się do ocalenia statku i więźniów od zatopienia, bowiem o godzinie 14:30 eskadra angielskich samolotów zaatakowała statki stojące na redzie Zatoki Lubeckiej:  „Thielbeck”, „Cap Arcona” i statek „Deutschland”. Trafiony statek „Thielbeck” w krótkim czasie zatonął. Luksusowy statek „Cap Arcona” trafiony kilkakrotnie, płonąc, po godzinie wywrócił się do góry dnem. Wrak okrętu wystawał prawą burtą 8 metrów nad powierzchnią morza.
Ze statku „Thielbeck” uratowało się tylko 50 osób, w tym 22 Polaków, a ze statku „Cap Arcona” 350 osób. Na statku  „Deutschland” nie było ani jednego więźnia, a jego załoga  podczas ataku zdążyła szczęśliwie go opuścić. Na statku „Athen” przebywało około 2.000 więźniów KL Neuengamme, w tym kilku ewakuowanych 25 marca 1945 r. z podobozu KL Stutthof w Gdyni. Na nabrzeżu  zaś oczekiwało na załadunek z barek kilkuset więźniów KL Stutthof.
Tego samego dnia, 3 maja o godzinie 15:15, do miasta Neustadt wkroczyły wojska brytyjskie. Więźniami ocalałymi ze statków zaopiekowały się władze angielskie, a następnie przedstawiciele szwedzkiego Czerwonego Krzyża, przewożąc chętnych na rekonwalescencję do Szwecji. Wielu więźniów po wyzwoleniu zmarło.
Tragiczny przebieg ewakuacji więźniów KL Stutthof  z podobozu gdyńskiego drogą morską nie pozwala na podanie liczby ofiar i ocalałych więźniów. Szacuje się, że mogło ocaleć w sumie około 200 więźniów – łącznie z tymi, którzy uciekli w drodze z podobozu w Gdyni do portu .
Według oceny prof. Czesława Pilichowskiego śmiertelność dla obozu KL Stutthof pod względem procentowym wynosiła 71% .

            Historia Stutthofu  „trwała” 5 lat i 8 miesięcy, od września 1939 r. do 10 maja 1945 r. Obóz pierwotnie położony na obszarze 0,5 ha „rozrósł się” do 120 ha powierzchni, powiększył liczbę więźniów ze 150 osób, aresztantów  z pierwszego transportu z 2 września 1939 r. do blisko 60.000 we wrześniu 1944 r. Władze SS planowały dalszą rozbudowę obozu, aby stale mogło w nim  przebywać 100.000  więźniów.
KL Stutthof był miejscem eksterminacji nie tylko dla Polaków z Pomorza i pozostałych terenów Polski, ale także dla obywateli pochodzących z wielu innych krajów europejskich okupowanych przez Rzeszę Niemiecką.

6. „Osobiste” zakończenie

            Należałoby jeszcze dodać, że jesienią 1939 roku w lasach piaśnickich został rozstrzelany  ojciec mojej obecnej żony, śp. Stanisław Sudolski, który pracował jako funkcjonariusz Straży Granicznej II Rzeczpospolitej Polskiej.
Tam, w dużym kompleksie Puszczy Darżlubskiej – położonym przy szosie z Wejherowa do Krokowej – zginęło z rąk niemieckich okupantów około 10.000 – 12.000 Polaków rozstrzelanych od końca października 1939 r. do wiosny 1940 r.

Ból i tęsknota!

Ciężki i gorzki jest Häftlinga los
Pełen smutku, złowrogich zgrzytów i łez

Brzemienny w rozpacz płonie ofiarny stos
Kto wie, czy nie aż po życia kres.

Wloką się dni długie, beznadziejne, szare
Przy pracy ciężkiej o głodzie i trudzie
W mroźnej zimie odziani w strzępy łachmanów
Jak nie ludzie – za cóż nas karze Bóg.

O przyjdź wiosno radosna
I ogrzej nasze dusze zimne

Swym jasnym promieniem
Wskaż nadziei znak
Byśmy wieść mogli
Wnet życia inne
Jak wolny, rozśpiewany
Niebios ptak

Stutthof, grudzień 1944 r. JP bezimienny .

Więcej o mogiłach i upamiętnieniach zobacz: E. M. Grot, Jeśli ludzie zamilkną, głazy wołać będą: Marsz Śmierci więźniów KL Stutthof w upamiętnieniach Na Ziemi Kaszubskiej, Gdynia 2003.

Opis ewakuacji omówiono na podstawie książki J. Grabowskiej, Marsz Śmierci. Ewakuacja piesza więźniów KL Stutthof i jego podobozów 25 stycznia – 3 maja 1945 , Gdańsk 1992.

J. Grabowska, Marsz Śmierci. Ewakuacja piesza więźniów KL Stutthof i jego podobozów 25 stycznia – 3 maja 1945, op. cit. s. 42 i 43.

Dane z książki J. Grabowskiej, Marsz Śmierci, op. cit., s. 59-60.

Zobacz więcej o ewakuacji morskiej więźniów KL Stutthof – E. Grot, Rejs śmierci. Ewakuacja morska więźniów KL Stutthof  1945 r., Gdańsk 1993.

Dane zaczerpnięte z książki:  Rejs śmierci. Ewakuacja morska więźniów KL Stutthof 1945 r., (op. cit.)  autorstwa p. Elżbiety Grot, pracownika Muzeum w Stutthofie.

Na kolejnych stronach znajduje się pięć mapek pokazujących m. in. ewakuację więźniów KL Stutthof
(a także jego podobozów); dwie pierwsze pochodzą z książki J. Grabowskiej, Marsz Śmierci (op. cit.), a trzy kolejne z książki E. Grot, Rejs śmierci (op. cit.)

Comments are closed.